Spór o fotoradary i obowiązek wskazania kierującego pojazdem wraca ze zdwojoną siłą. W praktyce miliony kierowców otrzymują wezwania z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, w których muszą zdecydować, czy przyznać się do wykroczenia, wskazać inną osobę jako kierującego, czy też narazić się na odpowiedzialność za niewskazanie użytkownika pojazdu. Na pierwszy rzut oka system wydaje się prosty. Państwo rejestruje wykroczenie, właściciel pojazdu ma odpowiedzieć, a w razie odmowy grozi mu grzywna. Tyle tylko, że w takim modelu pojawia się problem o randze konstytucyjnej: czy właściciel auta może zostać zmuszony do dostarczenia dowodu przeciwko samemu sobie.
Właśnie ten problem pozostaje osią sporu prawnego. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego uznała, że nie ma potrzeby dopisywania do kodeksu wykroczeń nowego przepisu wyłączającego karalność właściciela pojazdu, który nie wskaże kierującego, gdy miałby w ten sposób obciążyć samego siebie. Według komisji wystarczające podstawy już istnieją w obowiązującym prawie, a rozbieżności powinny zostać usunięte nie przez ustawodawcę, lecz przez Sąd Najwyższy poprzez ujednolicenie orzecznictwa.
Jak działa mechanizm fotoradarowy
W praktyce Inspekcja Transportu Drogowego i obsługujące sieć fotoradarów CANARD bardzo często nie są w stanie na samym początku postępowania jednoznacznie ustalić, kto siedział za kierownicą pojazdu zarejestrowanego przez urządzenie. Zdjęcie wykonane przez fotoradar nie zawsze daje pewność identyfikacji kierowcy, nawet przy rozwoju technologii i możliwości porównywania wizerunku z innymi bazami danych. Z tego powodu organ kieruje do właściciela lub posiadacza pojazdu wezwanie, w którym w istocie przerzuca na niego ciężar procesowej reakcji.
Właścicielowi przedstawiane są trzy warianty: przyznanie się do popełnienia wykroczenia, wskazanie innej osoby, której powierzono pojazd, albo ryzyko odpowiedzialności za niewskazanie użytkownika pojazdu na podstawie art. 96 § 3 kodeksu wykroczeń. To właśnie ten trzeci wariant budzi największe kontrowersje. Jeżeli bowiem właściciel sam prowadził pojazd, to wykonanie obowiązku wskazania kierującego oznaczałoby de facto dostarczenie organowi dowodu przeciwko sobie.
W ubiegłym roku CANARD wystosował ponad 1,3 mln takich wezwań oraz skierował do sądu 453 wnioski o ukaranie z art. 96 § 3 k.w. To pokazuje, że nie mamy do czynienia z niszowym problemem procesowym, lecz z masowym mechanizmem oddziałującym na ogromną liczbę obywateli.
Sedno problemu: nemo tenetur se ipsum accusare
Rdzeniem całego sporu jest jedna z podstawowych gwarancji procesowych państwa prawa, czyli zasada nemo tenetur se ipsum accusare. Oznacza ona, że nikt nie może być zmuszany do samooskarżenia, a więc do dostarczania dowodów przeciwko samemu sobie. Zasada ta pozostaje ściśle powiązana z prawem do obrony i domniemaniem niewinności.
Rzecznik praw obywatelskich zwracał uwagę na niezgodność obecnego modelu z konstytucją właśnie z perspektywy tych gwarancji. Zdaniem RPO obecne brzmienie art. 96 § 3 k.w. nie zapewnia dostatecznej ochrony prawa do milczenia, gdy właściciel pojazdu jest zarazem osobą, która mogła popełnić wykroczenie.
Ta argumentacja nie jest pozbawiona podstaw. W postępowaniu w sprawach o wykroczenia stosuje się bowiem odpowiednio przepisy gwarancyjne znane z procedury karnej. Art. 20 § 3 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeniach odsyła między innymi do art. 74 § 1 kodeksu postępowania karnego. Ten zaś stanowi, że oskarżony nie ma obowiązku dowodzenia swojej niewinności ani dostarczania dowodów na swoją niekorzyść.
Właśnie w tym miejscu ujawnia się podstawowa sprzeczność praktyczna. Jeżeli właściciel auta miałby wskazać siebie jako kierującego, to z punktu widzenia gwarancyjnego zostałby zmuszony do wykonania czynności procesowej prowadzącej bezpośrednio do jego własnego obciążenia.
RPO chciał zmiany ustawy, Komisja mówi: to zbędne
W reakcji na te wątpliwości rzecznik praw obywatelskich postulował dodanie do art. 96 k.w. nowego paragrafu, który jednoznacznie wyłączałby odpowiedzialność właściciela pojazdu za niewskazanie kierującego, jeżeli udzielona informacja mogłaby stanowić dowód przeciwko niemu samemu w sprawie o wykroczenie.
Z punktu widzenia techniki prawodawczej byłoby to rozwiązanie klarowne i czytelne dla obywateli. Eliminowałoby część wątpliwości i zamykało drogę do interpretacji nadmiernie represyjnych. Jednak Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego uznała, że interwencja ustawodawcy nie jest konieczna.
Obowiązujące przepisy już teraz pozwalają na ochronę właściciela pojazdu przed samooskarżeniem, a problem nie wynika z luki prawnej, lecz z braku jednolitego stosowania prawa. Innymi słowy, komisja stoi na stanowisku, że ustawodawca nie musi dopisywać tego, co już wynika z obecnego systemu normatywnego, o ile zostanie on prawidłowo odczytany.
Trybunał Konstytucyjny już to powiedział
Najważniejszym elementem argumentacji przeciwko zmianie ustawy jest odwołanie do orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Art. 96 § 3 k.w. był już przedmiotem kontroli konstytucyjnej, a w uzasadnieniu wyroku z marca 2014 r., sygn. P 27/13, Trybunał wskazał, iż odpowiedzialność za niewskazanie użytkownika pojazdu jest wyłączona w sytuacji, gdy właściciel lub posiadacz uchyla się od tego obowiązku, korzystając z gwarancji wynikających z art. 74 § 1 k.p.k. w związku z art. 20 § 3 k.p.s.w.
To stanowisko ma znaczenie zasadnicze. Oznacza bowiem, że już na poziomie konstytucyjnej wykładni prawa przyjęto, iż obowiązek wskazania osoby, której powierzono pojazd, nie może prowadzić do przymusu samooskarżenia. Jeżeli właściciel sam kierował pojazdem i sam dopuścił się wykroczenia, nie ma obowiązku wskazywania siebie jako sprawcy.
Podobna myśl została wyrażona także w innych rozstrzygnięciach Trybunału Konstytucyjnego, oznaczonych sygnaturami K 3/13 oraz SK 64/13. Zatem linia orzecznicza TK została przedstawiona jako spójna: art. 96 § 3 k.w. nie może być interpretowany w oderwaniu od gwarancji prawa do obrony i zakazu samooskarżania.
Doktryna i część sądów powszechnych mówią to samo
Stanowisko doktryny, zgodnie z którym właściciel pojazdu nie ma obowiązku wskazywania, komu powierzył pojazd, jeżeli sam nim kierował i to on miał dopuścić się wykroczenia zarejestrowanego przez fotoradar. To podejście zostało powiązane nie tylko z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, ale także z konkretną linią orzeczeń sądów powszechnych.
Jako przykład wskazano między innymi wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu, sygn. IV Ka 510/19, w którym przyjęto, że właściciel lub posiadacz pojazdu, który sam kierował pojazdem i dopuścił się wykroczenia, nie ma obowiązku wskazywania, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie. Ten kierunek wykładni znajduje dalsze potwierdzenie w innych orzeczeniach, w tym w wyrokach:
- Sądu Okręgowego w Warszawie, sygn. X Ka 508/20,
- Sądu Okręgowego w Sieradzu, sygn. II Ka 11/22,
- Sądu Okręgowego w Gdańsku, sygn. V Ka 1009/19/W,
- Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, sygn. IV Ka 128/16.
Wniosek z tej linii orzeczniczej jest czytelny. Art. 96 § 3 k.w. nie może zostać użyty przeciwko właścicielowi pojazdu w taki sposób, aby zmusić go do samoobciążenia. Przepis ten ma zastosowanie wtedy, gdy właściciel lub posiadacz uchyla się od wskazania osoby, której rzeczywiście pojazd powierzył. Nie może natomiast służyć obejściu prawa do milczenia i prawa do obrony.
Problemem nie jest brak przepisu, lecz chaos orzeczniczy
Spór nie dotyczy już wyłącznie treści przepisów, ale przede wszystkim ich praktycznego stosowania. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego i autor opinii, prof. Andrzej Sakowicz, stoją na stanowisku, że problem powinien zostać rozwiązany na drodze procesowej poprzez korektę błędnych poglądów sądowych, a nie przez nowelizację ustawy.
To stanowisko jest logiczne o tyle, że jeżeli Trybunał Konstytucyjny już wcześniej przesądził ochronny kierunek wykładni, a część sądów powszechnych go podziela, to rzeczywiście dalsza zmiana przepisu mogłaby mieć jedynie charakter porządkujący. Nie tworzyłaby nowej gwarancji, lecz powtarzałaby tę już istniejącą.
Jednak z perspektywy obywatela nie można ignorować praktycznego wymiaru sporu. Skoro bowiem w orzecznictwie dominuje nadal interpretacja odmienna, to znaczy, że rzeczywista ochrona gwarancyjna nie działa jednolicie. W takiej sytuacji obywatel staje przed ryzykiem, że choć prawo i część orzecznictwa są po jego stronie, to i tak może zostać ukarany, jeżeli trafi na mniej gwarancyjną linię orzeczniczą.
To właśnie dlatego teza o konieczności ujednolicenia orzecznictwa przez Sąd Najwyższy wydaje się dziś tak istotna. Państwo prawa nie może opierać się na sytuacji, w której obywatel nie wie, czy w identycznym stanie faktycznym zostanie potraktowany jako podmiot prawa do obrony, czy jako adresat obowiązku samoobciążenia.
Nie wolno karać za odmowę donoszenia na siebie
Z prawnego punktu widzenia zasadnicza konkluzja jest jednoznaczna. Właściciel lub posiadacz pojazdu nie powinien ponosić odpowiedzialności z art. 96 § 3 k.w. za to, że odmówił wskazania kierującego, jeśli w rzeczywistości sam prowadził pojazd i udzielona odpowiedź miałaby prowadzić do jego samooskarżenia.
Taki wniosek wynika z połączenia kilku elementów: z zasady nemo tenetur se ipsum accusare, z prawa do obrony, z art. 74 § 1 k.p.k. stosowanego odpowiednio na podstawie art. 20 § 3 k.p.s.w., a także z linii interpretacyjnej przedstawionej w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego i części sądów powszechnych.
Nie można bowiem zaakceptować modelu, w którym państwo najpierw nie potrafi samodzielnie ustalić sprawcy wykroczenia, a następnie próbuje wymusić na obywatelu wykonanie czynności dowodowej prowadzącej do jego własnego ukarania. Taki mechanizm byłby nie do pogodzenia z podstawowymi gwarancjami procesu represyjnego.
Co dalej z przepisami o fotoradarach
Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego nie rekomenduje dziś zmian legislacyjnych w art. 96 k.w. Jednocześnie wyraźnie wskazuje, że rozbieżności w orzecznictwie powinny zostać usunięte przez Sąd Najwyższy. W praktyce oznacza to, że ciężar dalszego porządkowania sytuacji ma zostać przeniesiony z parlamentu na judykaturę.
To rozwiązanie może być skuteczne, ale tylko pod warunkiem szybkiej i jednoznacznej reakcji. Im dłużej utrzymywać się będzie rozdźwięk między gwarancyjną wykładnią konstytucyjną a praktyką części sądów, tym większa będzie niepewność obywateli i tym łatwiej będzie utrwalać represyjną praktykę stosowania art. 96 § 3 k.w.
W sprawach masowych, takich jak wykroczenia ujawnione przez fotoradary, stabilność i przewidywalność wykładni prawa mają znaczenie szczególne. Obywatel powinien wiedzieć z góry, czy korzystanie z prawa do obrony i odmowy samooskarżenia będzie traktowane jako legalna gwarancja procesowa, czy jako wykroczenie.
Podsumowanie
Spór o odpowiedzialność właściciela pojazdu po ujawnieniu wykroczenia przez fotoradar nie jest jedynie techniczną debatą o wykładni jednego przepisu kodeksu wykroczeń. To realny test tego, czy państwo respektuje podstawowe gwarancje procesowe jednostki także w sprawach masowych, pozornie drobnych i rutynowych.
Właściciel samochodu nie ma obowiązku samooskarżania się i nie powinien być karany za to, że nie wskazał siebie jako kierującego pojazdem. Wynika to z zasady nemo tenetur se ipsum accusare, z prawa do obrony, z odpowiedniego stosowania art. 74 § 1 k.p.k. oraz z kierunku wykładni zaprezentowanego przez Trybunał Konstytucyjny i część sądów powszechnych.
Problem polega więc nie na braku normy ochronnej, lecz na tym, że praktyka orzecznicza nie jest jednolita. I właśnie dlatego najważniejszym zadaniem na dziś nie wydaje się nowelizacja ustawy, lecz jednoznaczne przecięcie rozbieżności przez Sąd Najwyższy. Dopiero wtedy obywatel otrzyma realną, a nie tylko teoretyczną ochronę przed przymusem donoszenia na samego siebie.
📌 Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się z nami
Drogi Czytelniku, przypominamy, że każda sprawa prawna może okazać się złożona i pełna niuansów, które bez wiedzy prawniczej łatwo przeoczyć. Przepisy są wieloznaczne, a ich interpretacja zależy często od okoliczności konkretnego przypadku. Dlatego przed podjęciem jakichkolwiek kroków prawnych warto skonsultować się z doświadczonym prawnikiem.
Skontaktuj się z nami już teraz. Przeanalizujemy Twoją sytuację i dokładnie sprawdzimy, jakie masz możliwości działania. Nasi eksperci z Kancelarii LEGA ARTIS pomogli już wielu klientom, którzy początkowo sądzili, że znajdują się w sytuacji bez wyjścia.
📞 579-636-527
📧 [email protected]
Nie czekaj – napisz lub zadzwoń już dziś. Pierwszy krok do rozwiązania problemu prawnego to rozmowa z prawnikiem, który naprawdę zna się na rzeczy.

