Neoizba SN chroni „elitę” z neo-KRS

W państwie prawa immunitet sędziowski i prokuratorski ma chronić niezależność urzędu, a nie tworzyć strefę bezkarności dla osób należących do wymiaru sprawiedliwości. Ma zabezpieczać przed nadużyciem aparatu karnego, nie zaś służyć jako parasol osłonowy dla tych, wobec których istnieją poważne podejrzenia popełnienia czynów zabronionych. Tymczasem z przekazanego materiału wyłania się obraz systemu całkowicie zablokowanego: w Prokuraturze Krajowej na rozpoznanie oczekuje 40 wniosków o uchylenie immunitetów sędziom i prokuratorom, a równolegle zawieszone pozostają 24 postępowania przygotowawcze, których nie da się ruszyć bez uprzedniego przełamania tej formalnej bariery.

To nie jest już zwykła przewlekłość. To nie jest też marginalna wada organizacyjna. To stan głębokiej niewydolności ustrojowej, w której organ mający rozpoznawać wnioski immunitetowe sam stał się jednym z głównych źródeł bezruchu. Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego miała być odpowiedzią na kompromitację Izby Dyscyplinarnej. W praktyce coraz częściej jawi się jednak jako kolejna odsłona tego samego problemu: organ obsadzony w sposób budzący zasadnicze zastrzeżenia konstytucyjne i europejskie, niezdolny do zapewnienia efektywnej, legalnej i wiarygodnej kontroli odpowiedzialności przedstawicieli własnego środowiska.

Izba obsadzona neo-sędziami i problem braku standardu sądu ustanowionego ustawą

Najpoważniejszy problem nie sprowadza się wyłącznie do opóźnień. Ma on charakter znacznie głębszy. Izba Odpowiedzialności Zawodowej jest bowiem organem obsadzonym w znacznej części osobami powołanymi w procedurach od lat kwestionowanych w licznych orzeczeniach krajowych, europejskich i międzynarodowych. W tym sensie nie chodzi tylko o personalny spór o status konkretnych osób, lecz o fundamentalne pytanie, czy organ ten spełnia standard sądu ustanowionego ustawą.

Właśnie ten standard stał się w ostatnich latach osią wielkiego sporu o praworządność w Polsce. Jeżeli organ orzekający został ukształtowany w sposób naruszający konstytucyjne i konwencyjne gwarancje niezależności, bezstronności i prawidłowości powołania, to jego działalność nie odbudowuje zaufania do państwa, lecz pogłębia chaos. W realiach spraw immunitetowych oznacza to jeszcze więcej: osoby objęte wnioskami o uchylenie immunitetu uzyskują dodatkową tarczę ochronną, bo postępowania nie tylko się ślimaczą, ale są rozpoznawane przez organ, którego legitymacja sama pozostaje przedmiotem poważnego sporu.

Z tego punktu widzenia problem Izby Odpowiedzialności Zawodowej nie polega jedynie na tym, że działa wolno. Problem polega na tym, że została osadzona w konstrukcji ustrojowej, która nie daje dostatecznych gwarancji legalności i nie realizuje w sposób przekonujący standardu niezależnego, bezstronnego i legalnie ustanowionego sądu. W konsekwencji nie pełni funkcji rzeczywistego mechanizmu odpowiedzialności, lecz staje się instytucjonalną zaporą oddzielającą środowisko sędziowsko-prokuratorskie od normalnego toku postępowania karnego.

40 nierozpoznanych wniosków to nie statystyka, lecz diagnoza zapaści

Liczba 40 oczekujących wniosków o uchylenie immunitetu powinna wywołać polityczny i prawny alarm. Nie chodzi tu o drobne sprawy incydentalne. Z przekazanego materiału wynika, że wnioski dotyczą między innymi osób wiązanych publicznie z aferą hejterską, byłych rzeczników dyscyplinarnych dla sędziów, zarzutów korupcyjnych, fałszywych oświadczeń majątkowych, przestępstw drogowych, nadużyć urzędniczych oraz spraw związanych z ukrywaniem dokumentów czy blokowaniem postępowań.

Każda z tych spraw wymaga zastrzeżenia elementarnego: sam wniosek o uchylenie immunitetu nie przesądza winy. Jest jedynie warunkiem przejścia do kolejnych czynności procesowych. Jednak właśnie dlatego obecny stan jest tak groźny. Państwo nie tylko nie skazuje tych osób. Ono nie jest nawet w stanie sprawdzić w zwykłym trybie procesowym, czy zarzuty są zasadne. Zanim dojdzie do sądowej oceny materiału dowodowego, cały mechanizm grzęźnie na etapie immunitetowym.

To oznacza, że immunitet formalny — zamiast być wąską gwarancją niezależności — działa dziś jak realny filtr wyłączający możliwość pociągnięcia części środowiska do odpowiedzialności karnej. Jeżeli taka sytuacja utrzymuje się miesiącami lub latami, trudno mówić o jednostkowych problemach kadrowych. Mamy do czynienia z systemowym paraliżem.

Przykład Teresy R.-S. pokazuje, jak działa mechanizm blokady

W przekazanym materiale przedstawiono sprawę byłej prokurator regionalnej z Gdańska, Teresy R.-S., jako modelowy przykład niewydolności systemu. Według opisu miała ona wpływać na innego prokuratora, aby ten wycofał wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanej w śledztwie dotyczącym oszustw podatkowych, innych przestępstw karno-skarbowych i prania pieniędzy. Śledczy mieli uznać, że mogło dojść do przekroczenia uprawnień, a w maju 2025 roku skierowali do Izby Odpowiedzialności Zawodowej wniosek o uchylenie immunitetu.

Najbardziej uderzające nie jest tu jednak samo podejrzenie, lecz brak dalszego ciągu. Jak wynika z materiału, do dziś Izba tego wniosku nie rozpoznała. Sprawa nie została zamknięta merytorycznie. Nie została także skierowana na normalny tor odpowiedzialności karnej. Po prostu utknęła.

I właśnie to jest istotą obecnego kryzysu. Nawet tam, gdzie państwo inicjuje formalne działania, nawet tam, gdzie śledczy próbują uruchomić przewidziane prawem procedury, cały system zatrzymuje się na progu Izby. Organ, który powinien działać sprawnie i szybko, staje się miejscem proceduralnego zamrożenia.

Bez decyzji immunitetowej śledztwo nie istnieje realnie

W artykule trzeba to powiedzieć jasno: uchylenie immunitetu nie oznacza wyroku, nie oznacza winy i nie oznacza automatycznego aktu oskarżenia. Oznacza tylko usunięcie przeszkody formalnej. Dopiero po tym kroku prokuratura może wykonywać pełne czynności wobec sędziego czy prokuratora, którego dotyczą zarzuty.

To rozróżnienie ma znaczenie podstawowe, bo obnaża rzeczywistą skalę problemu. Skoro organ właściwy do uchylania immunitetów nie działa, to nie działa także normalny mechanizm odpowiedzialności karnej wobec tej kategorii osób. Nie można skutecznie przesłuchać, postawić zarzutów, skierować sprawy do sądu. Innymi słowy: bez decyzji immunitetowej śledztwo formalnie może istnieć, ale materialnie pozostaje sparaliżowane.

W efekcie immunitet traci swój konstytucyjny sens. Przestaje chronić niezależność urzędu przed naciskiem władzy, a zaczyna chronić konkretne osoby przed procedurą, która wobec zwykłego obywatela ruszyłaby bez zwłoki. To właśnie ten rozdźwięk między teorią a praktyką powoduje dziś tak głęboką erozję zaufania do wymiaru sprawiedliwości.

Izba miała naprawić system po Izbie Dyscyplinarnej, a stała się jego kolejną deformacją

Izba Odpowiedzialności Zawodowej została powołana po tym, jak Izba Dyscyplinarna została skompromitowana i zakwestionowana w świetle orzecznictwa europejskiego. Miała być nowym otwarciem. Miała dawać choćby minimalną nadzieję, że sprawy dyscyplinarne i immunitetowe będą rozpoznawane przez organ bardziej wiarygodny, sprawniejszy i bliższy standardom państwa prawa.

Z przekazanego materiału wynika jednak, że tak się nie stało. Izba pozostaje niepełna kadrowo, działa w składzie okrojonym, a jej wewnętrzna konstrukcja w dalszym ciągu opiera się w znacznej części na osobach, których status sędziowski jest podważany. Nie można więc mówić o rzeczywistej naprawie. Doszło raczej do przekształcenia jednej wadliwej formuły w drugą, bardziej politycznie użyteczną, ale nadal obciążoną zasadniczą skazą legitymacyjną.

W takim układzie każdy kolejny nierozpoznany wniosek o immunitet nie jest już tylko statystycznym opóźnieniem. Jest dowodem, że państwo stworzyło organ, który z założenia miał rozliczać patologie, a sam współtworzy nową odmianę bezkarności proceduralnej.

Niepełna obsada kadrowa to tylko część problemu

W materiale wskazano, że z ustawowo przewidzianych 11 sędziów w Izbie orzeka faktycznie jedynie 7, a przyczyną ma być brak kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów pod aktem urzędowym Prezydenta RP. Ten argument pojawia się także w oficjalnych komunikatach Izby. Bez wątpienia niepełna obsada utrudnia wyznaczanie terminów i zwiększa ryzyko zatorów.

Jednak ograniczenie problemu do kwestii kadrowych byłoby rażącym uproszczeniem. Nawet pełna obsada nie usunęłaby zasadniczej wady ustrojowej, jaką jest obecność osób powołanych z udziałem mechanizmu podważanego w orzecznictwie krajowym i międzynarodowym. Organ nie odzyskuje automatycznie legitymacji tylko dlatego, że ma więcej osób do orzekania. Jeżeli źródło problemu tkwi w samym modelu obsady i standardzie legalności, to zwiększenie liczby orzekających nie uzdrawia całości.

Dlatego teza o „przeciążeniu” albo „braku kworum” wyjaśnia tylko część zjawiska. Rdzeń problemu jest znacznie poważniejszy: Izba działa w formule, która nie jest w stanie przywrócić zaufania do legalności i bezstronności rozstrzygnięć w sprawach tak drażliwych, jak odpowiedzialność karna sędziów i prokuratorów.

W praktyce powstał parasol ochronny dla własnego środowiska

W publicystycznym ujęciu, które wynika z całości przekazanego materiału, Izba Odpowiedzialności Zawodowej coraz częściej wygląda nie jak sądowa instytucja odpowiedzialności, lecz jak korporacyjna tama ochronna dla własnego środowiska. Nie trzeba nawet używać najbardziej brutalnych sformułowań, by dostrzec sens tego zjawiska. Wystarczy zestawić skalę nierozpoznanych wniosków, rodzaj spraw oraz brak realnych decyzji procesowych.

Jeżeli przez wiele miesięcy nie są rozpoznawane wnioski dotyczące osób, wobec których istnieją poważne podejrzenia popełnienia czynów zabronionych, to obywatel ma pełne prawo dostrzegać w tym nie ochronę niezależności, lecz ochronę środowiskowej bezkarności. Właśnie dlatego tak mocno wybrzmiewa dziś oskarżenie, że organ ten stał się „ochronką” dla osób w togach przed odpowiedzialnością karną. Na gruncie redakcyjnym lepiej jednak ująć to precyzyjniej: Izba stała się mechanizmem instytucjonalnej blokady odpowiedzialności karnej wobec części środowiska sędziowskiego i prokuratorskiego.

To sformułowanie oddaje istotę problemu i jest trudne do podważenia. Nie przesądza winy konkretnych osób, ale pokazuje, że system nie działa tak, jak powinien działać w demokratycznym państwie prawa.

Głośne nazwiska i nieruchome sprawy

W materiale wymieniono szereg osób, wobec których skierowano wnioski o uchylenie immunitetu, w tym Przemysława Radzika, Łukasza Piebaka, Jakuba Iwańca, Michała Lasotę, Piotra Schaba, Małgorzatę Manowską, Macieja Nawackiego i Bogdana Święczkowskiego. Pojawiają się też wątki dotyczące zarzutów korupcyjnych, jazdy po alkoholu, oświadczeń majątkowych, niewydawania akt i ukrywania dokumentów.

Rzetelna publikacja musi jednak zachować jednoznaczne rozróżnienie: wymienienie nazwiska w kontekście wniosku immunitetowego nie oznacza przypisania winy. Oznacza tylko, że prokuratura uznała za zasadne podjęcie próby usunięcia formalnej przeszkody do dalszego prowadzenia postępowania.

Ale nawet przy tym zastrzeżeniu pozostaje fakt nie do podważenia: wnioski zostały skierowane, a przez długi czas nie są rozpoznawane. I to właśnie ta niemoc systemu jest dziś największym oskarżeniem pod adresem Izby Odpowiedzialności Zawodowej.

Czy immunitet w obecnym modelu ma jeszcze sens

W materiale pojawia się również radykalny postulat części środowiska sędziowskiego, by rozważyć odejście od immunitetów lub ich głębokie ograniczenie. To propozycja ustrojowo daleko idąca, ale nie zaskakuje, skoro obecny model coraz częściej kojarzy się nie z gwarancją niezawisłości, lecz z immunizacją przed odpowiedzialnością.

Nie oznacza to, że sama idea immunitetu jest wadliwa. W dobrze działającym państwie prawa pozostaje on potrzebny jako zabezpieczenie przed instrumentalnym użyciem prawa karnego wobec sędziów i prokuratorów. Jednak immunitet może funkcjonować tylko wtedy, gdy organ uprawniony do jego uchylania działa szybko, legalnie i z pełną wiarygodnością. Gdy ten warunek nie jest spełniony, immunitet staje się źródłem patologii systemowej.

W Polsce coraz wyraźniej widać właśnie ten drugi scenariusz. Problemem nie jest sama zasada ochrony formalnej, lecz to, że została ona osadzona w strukturze, która utraciła autorytet i nie zapewnia realnego rozpoznawania spraw w rozsądnym terminie.

To już nie jest tylko kryzys sądowy, ale kryzys zaufania publicznego

Najdalej idącą konsekwencją obecnego stanu rzeczy nie jest nawet samo opóźnienie postępowań. Najgroźniejsze jest to, że obywatele obserwują rosnącą przepaść między prawem deklarowanym a prawem stosowanym. Zwykły obywatel za jazdę po alkoholu, fałszywe oświadczenie, ukrywanie dokumentów czy nadużycie urzędnicze staje przed organami ścigania w przewidywalnym trybie. Tymczasem wobec części przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości sprawy grzęzną na etapie immunitetowym, często bez jakiejkolwiek decyzji przez wiele miesięcy.

To właśnie tutaj naruszana jest zasada równości wobec prawa w jej społecznym odbiorze. I nawet jeśli formalnie mechanizm immunitetowy jest zgodny z ustawami, to w praktyce jego stosowanie prowadzi do efektu, którego demokratyczne państwo prawa nie może zaakceptować: wrażenia, że istnieje warstwa urzędniczo-sędziowska funkcjonująca według innych reguł odpowiedzialności niż reszta obywateli.

Podsumowanie

Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego nie stała się skutecznym mechanizmem rozliczania sędziów i prokuratorów. Stała się jednym z głównych symboli ustrojowej niewydolności państwa po kryzysie praworządności. Obsadzona w znacznej części neo-sędziami, których status pozostaje kwestionowany na tle standardu sądu ustanowionego ustawą, nie daje wystarczających gwarancji legalności, bezstronności i zaufania publicznego. Równocześnie z powodu przewlekłości i organizacyjnej niemocy blokuje realny tok postępowań dotyczących uchylania immunitetów.

Czterdzieści nierozpoznanych wniosków i dwadzieścia cztery zawieszone postępowania przygotowawcze pokazują, że nie chodzi już o pojedyncze zaniedbania, lecz o system, który przestał działać. Immunitet, pomyślany jako wyjątkowa gwarancja niezależności, w obecnym modelu coraz częściej funkcjonuje jak mechanizm ochrony środowiskowej przed odpowiedzialnością karną.

Jeżeli państwo nie potrafi skutecznie i legalnie rozpoznawać spraw immunitetowych wobec własnych elit instytucjonalnych, nie może przekonująco wymagać od obywateli wiary w równość wobec prawa. A właśnie to jest dziś najcięższym aktem oskarżenia wobec Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego.


Jak przywrócić praworządność?

Naszym zdaniem rozwiązanie problemu neosędziów, które nie naruszałoby żadnych reguł prawnych, wymagałoby wyzerowania wszystkiego, co ci sędziowie zrobili. To z powodów praktycznych jest nieakceptowalne.

Jeżeli mamy indywidualnie rozstrzygać o statusie neosędziów, stoimy przed wyborem: możemy albo szukać rozwiązania najbardziej (pozornie) zgodnego z prawem, które jednak będzie zawierać ukryte rozstrzygnięcie polityczne, albo możemy przyjąć rozwiązanie otwarcie naruszające reguły prawne, ale nieukrywające swojego politycznego charakteru.

A ten wybór, sam w sobie, jest już wyborem politycznym.

Przypominamy, że nie tylko my oraz duża część środowiska prawniczego uważa, że neoKRS jest instytucją nieleglaną. Podobnego zdania jest sędzia Pszczółkowski, który w zdaniu odrędbnym stwierdził, że obecny KRS nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez Konstytucję.

Jego argumentacja opiera się na zapisach dotyczących składu KRS, zwłaszcza odnoszących się do art. 9a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmiany w składzie KRS wprowadzone w 2017 roku są według sędziego Pszczółkowskiego sprzeczne z art. 187 ust. 1 Konstytucji.

Sędzia podkreśla, że zgodnie z konstytucją dochowanie wymogów dotyczących uformowania składu organu, w tym KRS, jest warunkiem koniecznym do zdolności tego organu do realizacji mu powierzonych kompetencji. W tym kontekście wymienia możliwość występowania z wnioskami do Trybunału Konstytucyjnego w sprawach związanych z niezawisłością sądów i niezależnością sędziów.

Stanowisko to ma znaczenie dla oceny legitymacji KRS w postępowaniach przed Trybunałem Konstytucyjnym, zwłaszcza w kontekście kwestii budżetowych i zamrożenia sędziowskich pensji. Sędzia Pszczółkowski wskazuje na istotność przestrzegania norm konstytucyjnych w kształtowaniu organów, które odgrywają kluczową rolę w systemie prawnym, taką jak Krajowa Rada Sądownictwa.

„Krajowa Rada Sądownictwa w składzie ukształtowanym z zastosowaniem art. 9a ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa (Dz. U. z 2021 r. poz. 269, ze zm.; dalej: ustawa o KRS) – dodanego na mocy art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2018 r. poz. 3; dalej: ustawa z 2017 r.) – nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez art. 187 ust. 1 Konstytucji.” – napisał w zdaniu odrębnym sędzia Piotr Pszczółkowski.

POLECAMY: SN: Orzeczenie wydane z udziałem neosędziów są nieważne z mocy prawa

W dalszej części wywodu sędzia TK tłumaczy, dlaczego obecny mechanizm kształtowania składu KRS „wypacza strukturę konstytucyjną tego organu”.

„Dzieje się tak z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ustawodawca, odstępując od utrwalonej praktyki konstytucyjnej, powierzającej samym sędziom wybór sędziów – członków KRS, oraz przekazując tę kompetencję Sejmowi, przyznał temu jednemu organowi władzy politycznej decydujący wpływa na obsadę znakomitej większości składu Rady (tj. wybór 19 spośród 25 członków). Po drugie, ustawodawca, wprowadzając nowy mechanizm wyboru sędziów – członków KRS nie dochował wymogu, aby w składzie Rady zasiadali przedstawicieli każdej z grup sędziów wszystkich rodzajów sądów wprost wymienionych w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji.” – czytamy w zdaniu odrębnym.

W poprzednim okresie (czyli od czasu ustanowienia Krajowego Rejestru Sądowego w 1989 roku do momentu wprowadzenia zmian w 2017 roku), procedura wyboru członków Rady była następująca: osoby te, wybierane spośród sędziów, były wyłaniane przez samych sędziów. Dokładniej, 2 członków Krajowej Rady Sądownictwa były wybierane przez zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego spośród sędziów tego Sądu; 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego spośród sędziów NSA; 2 członków KRS były wybierane przez zebrania zgromadzeń ogólnych sędziów sądów apelacyjnych spośród sędziów apelacyjnych; natomiast 9 członków KRS było wybieranych spośród swojego grona przez zebrania przedstawicieli zgromadzeń ogólnych sędziów w sądach wojewódzkich. Dodatkowo, 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów sądów wojskowych spośród sędziów tychże sądów.

W opinii Piotra Pszczółkowskiego, naruszenie równowagi strukturalnej Krajowej Rady Sądownictwa, wynikającej z Konstytucji, miało miejsce, gdy ustawodawca, za pomocą ustawy z 2017 roku, powierzył Sejmowi uprawnienie do wyboru 15 sędziów, którzy mieliby być członkami KRS. Zdaniem sędziego, przekazanie jednemu organowi władzy politycznej możliwości wyboru łącznie 19 osób (wliczając posłów zasiadających w KRS) spośród 25 miejsc w Radzie uzależniło obsadę znacznej większości składu Rady od decyzji aktualnej większości parlamentarnej.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego powołuje się na wyroki europejskich Trybunałów: Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w których stwierdzono, że Krajowa Rada Sądownictwa utraciła niezbędną niezależność wobec władzy politycznej i nie jest w stanie dokonywać niezależnej i obiektywnej selekcji kandydatów na stanowiska sędziowskie, ani składać Prezydentowi RP wniosków o powołanie sędziów.

„Uważam, że zastrzeżenia te odpowiednio należy odnieść również do zdolności wykonywania przez Radę innych kompetencji w zakresie stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, w tym występowania przez nią do Trybunału z wnioskami na podstawie art. 186 ust. 2 Konstytucji. Mam zresztą wrażenie, że Trybunał Konstytucyjny sam już dostrzegł problem, odmawiając w sprawie o sygn. K 12/18 badania legitymacji Krajowej Rady Sądownictwa do wystąpienia z wnioskiem jedynie w celu potwierdzenia własnej pozycji prawnej. ” – stwierdza sędzia.

Piotr Pszczółkowski zwraca uwagę na nie badaną dotąd przez TK kwestię reprezentatywności członków KRS.

„Obecna regulacja modelowo czyni KRS, a więc organ, który zgodnie z art. 186 Konstytucji ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, organem posiadającym dużo znaczniejsze poparcie środowiska politycznego niż sędziowskiego.” – czytamy w zdaniu odrębnym.

Sędzia podkreśla, że zgodnie z postanowieniami art. 11a ust. 2 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, do zgłoszenia kandydatury na członka Rady uprawnione są podmioty, takie jak grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli lub dwudziestu pięciu sędziów, z wyłączeniem tych, którzy są w stanie spoczynku.

„Przy wyborze członków KRS przewidziany jest obecnie wymóg bardzo wysokiego poparcia czynnika politycznego: posłów dokonujących wyboru członków Rady (modelowo 276 z 460 posłów), przy jednoczesnym wymaganiu bardzo niskiego minimalnym progu poparcia kandydatury na członka Rady wyrażonego przez środowisko sędziowskie (jedynie 25 sędziów z ok. 10.000 sędziów). Podobnie, jako mało reprezentatywny zakwalifikować należy wymóg uzyskania przez kandydata na członka Rady poparcia minimum 2.000 obywateli blisko 38 milionowego Państwa.” – wyjaśnia Piotr Pszczółkowski.

Sędzia przypomina, że Trybunał Konstytucyjny, poprzez orzeczenie w sprawie K 12/18 z 25 marca 2019 roku, zdecydował o umorzeniu kontroli konstytucyjności art. 11a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, który stanowi źródło problemu dotyczącego reprezentatywności KRS oraz procedur związanych z gromadzeniem list poparcia dla kandydatów do tego organu. Według sędziego, ta decyzja została podjęta pochopnie i może prowadzić do błędnego przekonania, że skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego możliwości wyboru członków KRS przez polityków oznacza zgodność z Konstytucją również w pozostałym zakresie regulacji dotyczącym wyboru członków KRS.

„Holistyczne rozumienie Konstytucji nakazuje  przyjąć, że dla skutecznej realizacji konstytucyjnych zadań stawianych KRS: diagnozowania zagrożeń niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz przeciwdziałania takim zagrożeniom, niezbędne jest posiadanie legitymacji znacznej części środowiska sędziowskiego, mogącego w sposób obiektywny ocenić dotychczasową pracę i postawę kandydata na członka Rady. Rozsądek i doświadczenie życiowe podpowiadają zaś, że dla zachowania konstytucyjnej równowagi władz, udział i poparcie środowiska sędziowskiego w wyborze członków konstytucyjnego organu mającego strzec niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów nie powinien być mniejszy od udziału i poparcia innych władz – tych, przed którymi KRS ma zadanie strzec sądownictwo.” – napisał sędzia TK Piotr Pszczółkowski. 

Tym samym sędzia TK potwierdził nasze stanowisko w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez neosędziów którzy posługują się nominacją pochodzącą od nielegalnego organu.

Twierdzenie w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez osoby posługujące się nominacjami wydanymi na podstawie nielegalnych konkursów organizowanych przez przestępczy organ podszywający się pod KRS znajduje również uzasadnienie w orzecznictwie: Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (wyroki w sprawach: Reczkowicz przeciwko Polsce z dnia 22 lipca 2021 r. – skarga nr 43447/19, Dolińska-Ficek i Ozimek przeciwko Polsce z dnia 8 listopada 2021 r. – skargi nr 49868/19 i 57511/19, Advance Pharma sp. z o.o. przeciwko Polsce z dnia 7 lutego 2022 r. — skarga nr 1469/20, Broda i Bojara przeciwko Polsce z dnia 29 czerwca 2021 r. — skargi nr 26691/18 i 27367/18, Grzęda przeciwko Polsce z dnia 15 marca 2022 r. – skarga nr 43572/18, Wałęsa przeciwko Polsce z dnia 23 listopada 2023 r. — skarga nr 50849/21), wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (z dnia 19 listopada 2019 r. – sprawa AK z połączonych skarg C 585/18, C 624/18, C 625/18, wyrok Wielkiej Izby Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 6 października 2021 r. w sprawie o sygn. C-487/19), orzeczenia polskiego Sądu Najwyższego (wyrok z dnia 5 grudnia 2019 r. III PO 7/18, OSNP 2020/4/38, postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 15 stycznia 2020 r. III PO 8/18, OSNP 2020/10/114, uchwałę połączonych Izb Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA 1-4110-1/20) oraz orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego (m.in. postanowienie z dnia 26 czerwca 2019 r. Il GOK 2/18, wyrok z dnia 11 października 2021 r., Il GOK 9/18, wyroki w sprawach Il GOK 10/18, Il GOK 11/18, Il GOK 12/18, Il GOK 13/18, Il GOK 14/18 z dnia 21 września 2021 r.).

Przypominamy, że wydawane orzecznictwa przez neo-sędziów podlegają uchyleniu z mocy prawa. W przypadku postępowań cywilnych na podstawie art. 379 pkt 4 in fine k.p.c., a karnych na podstawie art. 439 § 1 pkt 6 in fine k.p.k.


Czym jest neo-KRS i neo-sędzia

Krajową Radę Sądownictwa wyłoniono w sposób niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej co powoduje, że w świetle przyjętej linii orzecznictwa SN, a także TSUE nie można tej instytucji uznać jako organ działający leganie i posiadający uprawnienia do mianowania sędziów. Każdy sędzia mianowany przez ten niekonstytucyjny organ i powołany przez prezydenta do pełnienia służy jest również noe-sędzią, który nie posiada zdolności prawnych do wydawania orzecznictwa,

W tym miejscu zasadnym stanie się podniesienie, że problem powołań „sędziów” po ukształtowaniu „Krajowej Rady Sądownictwa” w wyniku zmian w 2017 roku posiada kilka aspektów. Pierwszy związany jest z przepisami Konstytucji RP, które nakładają na organy władzy publicznej, w tym prawodawcę, obowiązek takiego powoływania sędziów do obowiązków orzeczniczych, który gwarantuje niezbędne minimum niezależności i niezawisłości organów biorących udział w procesie nominacyjnym. Takim organem jest Krajowa Rada Sądownictwa. Ingerencja w konstytucyjne standardy kształtowania sędziowskiego składu tego organu, stwarzająca możliwość ukształtowania Rady przez polityków, czyli wyboru członków sędziowskich Rady w całości przez parlament (z wyłączeniem I Prezesa SN i Prezesa NSA), spowodowała, że ten organ nie spełnia wymogów konstytucyjnych. To sprawia, że w każdym wypadku powołania sędziego pojawia się wątpliwość, która towarzyszy każdemu człowiekowi, który oddaje swoją sprawę pod osąd sądu, czy ten sąd jest sądem właściwym w rozumieniu konstytucyjnym.

Ponadto – to drugi aspekt – w doktrynie, do czego dołożyłem rękę, i w orzecznictwie pojawiła się metoda weryfikacji poprawności powołania sędziów w oparciu o narzędzia, które są w systemie od zawsze, ale zasadniczo nie służą do oceny spełnienia minimalnych przesłanek bezstronności i niezawisłości. Chodzi o instytucje (w przypadku kontroli prewencyjnej) – iudex suspectus i iudex inhabilis, a w przypadku kontroli następczej – bezwzględnej przesłanki odwoławczej, jaką jest nienależyta obsada sądu. Na tym pomyśle posadowione było stanowisko uchwały trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego ze stycznia 2020 roku. Uchwała ta zawierała nie do końca właściwe zróżnicowanie: wskazując, że w przypadku SN, ze względu na charakter tego organu, sędziowie powołani po rekomendacji KRS ukształtowanej po 2017 r. nie dają gwarancji niezawisłego i bezstronnego orzekania. I z tego powodu uznano, że wyłącznie ta wada instytucjonalna uzasadnia twierdzenie, że tacy sędziowie pozbawieni są materialnego votum. Uchwała nie zakwestionowała, że te osoby uzyskały status sędziów SN, ale stwierdzono, że nie mają uprawnień do wydawania orzeczeń.

Wydane do tej pory orzeczenia przez takich ‘sędziów’ są dotknięte wadą, z uwagi na nienależytą obsadę sądu, którą traktować należy jako niespełnienie konstytucyjnego wymogu sądu właściwego określonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Wadliwie powołani sędziowie nie powinni orzekać. Od dnia wydania uchwały sędziowie ci są pozbawieni zdolności do orzekania. Nie dysponują materialnym votum, choć mają status sędziów. W związku z powyższą sprawą uznać należy, że na podstawie art. 91 ust. 2 i 3 orzecznictwo wydane TSUE i ETPCz, zasadę pierwszeństwa stosowania prawa

Powyższe stanowisko znajduje uzasadnienie w treść wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 6 października 2021 r. w sprawie C-487 /19, jak też wcześniejszego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 7 maja 2021 r., skarga nr 4907 /18 Przypominam tym samym kapturowemu sądowi, że zgodnie z art. 9 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zobowiązana jest przestrzegać wiążącego ją prawa międzynarodowego. Stosownie zaś do treści art. 91 ust. 2 Konstytucji umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową. Status sędziów oraz gwarancje niezależności sądów, stanowiące istotę prawa do rzetelnego procesu sądowego, znajdują umocowanie w zapisach Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i potwierdzone jest dodatkowo w art. 6 ust. 3 Traktatu o UE. W zakresie niniejszej sprawy nie ma zastosowania wyrok wydany w dniu 7 października 2021 r. przez Trybunał Konstytucyjny w obecnym – wadliwym – składzie w sprawie o sygn. K 13/21, który godzi w interesy obywateli.

Nasze stanowisko w zakresie neo-KRS i neo-sędziów mianowanych przez ten niekonstytucyjny organ potwierdza stanowisko Komisja Europejska, która w dniu 15 lutego 2023 roku podjęła decyzję o skierowaniu sprawy przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w związku z kontrowersyjnym orzeczeniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Komisja wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego 22 grudnia 2021 r. – Powodem były wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 14 lipca 2021 r. i 7 października 2021 r., w których uznał on postanowienia traktatów UE za niezgodne z Konstytucją RP, wyraźnie kwestionując zasadę pierwszeństwa prawa UE. Bez wątpienia w świetle treści wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (Wielkiej Izby) z dnia 19 listopada 2019 roku (nr C 585/18, C – 624/18, C 625/18) oraz uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20) zachodzi podstawa do stwierdzenia, że instytucja powołana do zapewnienia praworządności łamie prawo i popełnia przestępstwo.

Skutki podpisania Traktatu z Lizbony dla pozycji prawa unijnego i orzecznictwa międzynarodowego wobec prawa polskiego

Podpisanie przez Polskę Traktatu z Lizbony w 2007 r., który wszedł w życie 1 grudnia 2009 r., stanowiło punkt zwrotny w zakresie relacji pomiędzy prawem krajowym a prawem Unii Europejskiej. Traktat ten nadał Unii osobowość prawną, wzmocnił rolę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a także potwierdził zasadę pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym państw członkowskich.

Zgodnie z art. 9 Konstytucji RP, „Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”, co oznacza obowiązek respektowania także prawa unijnego, które ma charakter szczególny jako prawo ponadnarodowe. Natomiast art. 91 ust. 1–3 Konstytucji RP stanowi, że umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie (a taką był Traktat z Lizbony) staje się częścią krajowego porządku prawnego i jest stosowana bezpośrednio. Co więcej, ustęp 3 art. 91 Konstytucji przesądza, że „jeżeli wynika to z ratyfikowanej umowy, prawo stanowione przez organizację międzynarodową ma pierwszeństwo w razie kolizji z ustawami”.

Oznacza to, że po wejściu w życie Traktatu z Lizbony prawo Unii Europejskiej — w tym orzecznictwo TSUE — ma pierwszeństwo stosowania przed prawem krajowym, w tym również przed ustawami zwykłymi i ich interpretacjami przez krajowe organy, jeżeli prowadzą one do naruszenia prawa unijnego lub zasad państwa prawa.

Znaczenie orzecznictwa TSUE i ETPCz dla niezależności sądownictwa w Polsce

W orzecznictwie TSUE (m.in. wyrok z 19 listopada 2019 r. w sprawie C-585/18, C-624/18, C-625/18 – A.K. i in. oraz wyrok z 15 lipca 2021 r. w sprawie C-791/19 Komisja przeciwko Polsce) jednoznacznie stwierdzono, że sposób powoływania sędziów przez Krajową Radę Sądownictwa po 2018 r. narusza wymogi niezależności i bezstronności wynikające z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 47 Karty praw podstawowych UE.

Podobnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (m.in. wyrok w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce, skarga nr 43447/19, z 22 lipca 2021 r.) uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, utworzona z udziałem nowej KRS, nie jest „sądem ustanowionym ustawą” w rozumieniu art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W konsekwencji orzecznictwo obu trybunałów wskazuje, że osoby powołane na urząd sędziego w procedurze z udziałem tzw. neo-KRS nie spełniają standardów niezawisłości i bezstronności wynikających z prawa unijnego i konwencyjnego. Z tego względu w świetle prawa Unii Europejskiej i orzecznictwa ETPCz nie posiadają statusu „sędziów” w rozumieniu prawa międzynarodowego i unijnego, a sama KRS w obecnym składzie nie jest organem konstytucyjnym w rozumieniu prawa UE zdolnym do zapewnienia niezależności sądów.

Konkluzja

Podpisanie Traktatu z Lizbony oraz wynikające z niego zobowiązania Polski w zakresie przestrzegania prawa unijnego i orzecznictwa TSUE spowodowały, że prawo Unii Europejskiej oraz standardy konwencyjne mają pierwszeństwo przed prawem krajowym, również w dziedzinie organizacji wymiaru sprawiedliwości.
W efekcie, decyzje podejmowane przez organy naruszające te standardy – takie jak neo-KRS – nie mogą być uznane za zgodne z prawem unijnym ani konwencyjnym, a osoby powołane w wadliwych procedurach nie posiadają statusu legalnych sędziów.

W związku z powyższym warto, jest zawsze zasięgnąć rady specjalisty z zakresu prawa, który jest w stanie sprawdzić, czy sędzia orzekający w sprawie posiada zdolność do wydawania orzecznictwa, aby wydany przez niego wyrok nie posiadał wady prawnej. Taką poradę wraz możliwościami, jakie daje Państwu prawo w zakresie zapewnienia sobie sprawiedliwego procesu, można uzyskać w naszej kancelarii, pisząc na adres: [email protected]


Potrzebujesz pomocy prawnej, napisz do nas lub zadzwoń już teraz.

 579-636-527

 [email protected]

To Top