W polskich sądach rodzinnych pojawił się problem, który przestał być abstrakcyjną debatą ustrojową, a zaczął uderzać w codzienne bezpieczeństwo prawne obywateli. W styczniu 2026 r. Sąd Rejonowy w Giżycku wydał nieprawomocne postanowienie, w którym odmówił dokonania podziału majątku wspólnego byłych małżonków, uznając, że… rozwodu w sensie prawnym nie było, ponieważ wyrok rozwodowy jest „nieistniejący”. Powód? Orzeczenie rozwodowe wydała osoba powołana przy udziale wadliwie ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa.
To rozstrzygnięcie pokazuje skalę „efektu domina” w sprawach, które mają ciężar życiowy: rozwód, podział majątku, rozdzielność, księgi wieczyste, dziedziczenie, a w skrajnych scenariuszach również odpowiedzialność karna za bigamię. Nie chodzi już o spór doktrynalny, lecz o ryzyko, że po latach ktoś usłyszy: sententia non existens — „wyrok nie istnieje”.
Postanowienie z Giżycka co się wydarzyło i dlaczego to jest przełom
Z relacji Sądu Okręgowego w Olsztynie wynika, że postanowienie zostało wydane 12 stycznia 2026 r. i ma charakter nieprawomocny. Sędzia Sądu Rejonowego w Giżycku oddalając wniosek o podział majątku wspólnego przyjął, że:
- orzeczenie o rozwodzie jest nieistniejące, więc nie ustała przesłanka istnienia majątku wspólnego;
- wyrok rozwodowy jest „nieistniejący”, bo w składzie orzekającym zasiadała osoba, która uczestniczyła w procedurze nominacyjnej przed KRS ukształtowaną na mocy noweli z grudnia 2017 r. (15 sędziów-członków wybieranych przez Sejm).
To wywołuje praktyczny paraliż: skoro małżeństwo — w tej logice — nadal trwa, to majątek nadal jest wspólny, a sprawy następcze (podział, rozliczenia, zabezpieczenia, nawet dalsze związki) stają się prawnie niepewne.
W środowisku sędziowskim i w praktyce sądowej wskazuje się, że sędziowie cywilni, rodzinni oraz sędziowie Sądu Najwyższego nieoficjalnie przyznają, iż to nie pierwsze takie rozstrzygnięcia w sprawach okołorozwodowych i rodzinnych.
„Znana jest linia orzecznicza wydziałów cywilnych Sądu Rejonowego i Okręgowego w Olsztynie, które uznają za nieistniejące postanowienia i wyroki z zakresu prawa rodzinnego” — mówi jeden z sędziów z SN.
I dodaje — co ma znaczenie praktyczne dla strategii procesowej — że prawnicy stron radzą klientom z ostrożności procesowej najpierw porządkować kwestie rozdzielności majątkowej i podziału majątku, nie czekając na wyrok rozwodowy.
Dlaczego „wyrok nieistniejący” jest konstrukcją wybuchową
Kategoria wyroku „nieistniejącego” bywa używana w debacie o praworządności jako instrument ochrony standardu „sądu ustanowionego ustawą”. Jest jednak mieczem obosiecznym.
Z perspektywy obywatela i pewności obrotu prawnego nie jest to zwykła wada procesowa, którą można „naprawić” poprzez wznowienie czy apelację. Stawką jest fundamentalne pytanie: czy rozstrzygnięcie w ogóle wywołało skutki prawne.
Podkreśla się, że pełna i bezwzględna nieważność wszystkich takich wyroków byłaby niewykonalna bez naruszenia bezpieczeństwa prawnego. To sedno problemu: konflikt pomiędzy:
- standardem niezależnego i właściwie obsadzonego sądu (iudex in causa sua nemo oraz wymóg sądu ustanowionego prawem), a
- zasadą stabilności i ochrony praw nabytych (pacta sunt servanda w ujęciu systemowym, ochrona zaufania do państwa i prawa).
Konstytucja i standardy międzynarodowe gdzie przebiega linia sporu
W tekście przywołano art. 45 ust. 1 Konstytucji, który gwarantuje każdemu prawo do rozpoznania sprawy przez niezależny, niezawisły i właściwy sąd. Wskazano też na gwarancje z prawa międzynarodowego — w szczególności z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka — oraz na orzecznictwo europejskie.
To jest punkt, w którym spór ustrojowy przenosi się w „twarde” konsekwencje procesowe: jeśli skład sądu jest niewłaściwie obsadzony, obywatel może twierdzić, że został pozbawiony konstytucyjnego prawa do sądu.
W języku praktyki procesowej oznacza to ryzyko:
- podważania rozstrzygnięć już po ich wykonaniu (po latach),
- kumulowania postępowań (sprawa „okołorozwodowa” może wymuszać rewizję rozwodu),
- rozjechania się reżimów: formalna stabilność wyroku kontra zarzut braku „sądu” w sensie konstytucyjnym.
Sąd Najwyższy i TSUE kluczowe rozstrzygnięcia
Istotne są także elementy układanki: TSUE oraz uchwałę Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN, która — jak zaznaczono — odnosi się do specyficznego obszaru (Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych), a nie wprost do orzeczeń sądów powszechnych.
1) TSUE 4 września 2025 r. sprawa C-225/22
- Sąd: Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE)
- Data: 4 września 2025 r.
- Sygnatura: C-225/22
- Teza: TSUE wskazał, że za nieistniejące mogą zostać uznane orzeczenia Sądu Najwyższego wydane w składach, w których zasiadała osoba powołana po 6 marca 2018 r. na podstawie uchwały KRS, której wykonanie zostało wstrzymane postanowieniem NSA, a uchwała została następnie uchylona przez NSA.
Znaczenie praktyczne: w tekście podkreślono, że problem dotyczy określonej grupy sędziów SN (wskazano liczbę 26) i stanowi punkt odniesienia dla dalszych ocen skutków udziału wadliwej KRS.
2) SN 24 września 2025 r. uchwała Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych
- Sąd: Sąd Najwyższy, Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych
- Data: 24 września 2025 r.
- Rodzaj: uchwała siedmiu sędziów (moc zasady prawnej — według relacji w tekście)
- Teza: „nie wywołuje skutków prawnych” wyrok SN Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych wydany w składzie z udziałem choćby jednego sędziego powołanego na wniosek KRS ukształtowanej w trybie ustawy o KRS z 8 grudnia 2017 r., ponieważ należy uznać go za wyrok niebyły (nieistniejący) jako wydany przez sąd niespełniający wymogów sądu.
Doprecyzowanie kluczowe dla odbiorcy: wskazano stanowisko sędziego dr. Piotra Prusinowskiego, że uchwała obejmuje wyroki w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a nie orzeczenia sądów powszechnych.
Dlaczego w sądach powszechnych pojawia się „próba generalna” na żywych sprawach
Postanowienie z Giżycka — nawet nieprawomocne — jest sygnałem, że część sądów powszechnych może testować koncepcję sententia non existens w sprawach rodzinnych. To szczególnie ryzykowne z dwóch powodów:
- Sprawy rodzinne nie tolerują próżni prawnej. Uregulowanie statusu osobistego i majątkowego nie jest luksusem, tylko koniecznością.
- Skutki są często nieodwracalne. Zmiana stanu cywilnego, zawarcie kolejnego małżeństwa, rozporządzenie nieruchomością — to fakty, które nie znikają wraz z kolejnym postanowieniem.
Najmocniejsze pytanie praktyczne powinno wybrzmieć również w debacie ustawodawczej.
„A co, jeśli — to też można sobie wyobrazić — ktoś dowie się, że jego wyrok rozwodowy nie istnieje, choć był przekonany, że się rozwiódł, już po tym, jak wejdzie w kolejny związek małżeński? Będzie odpowiadał karnie za bigamię, bo skład sądu wydającego orzeczenie o rozwodzie był niewłaściwy?”
Głos środowiska sędziowskiego i prawników ustawa ma „posprzątać” chaos
Zwraca uwagę stanowisko sędzi Katarzyny Wróbel-Zumbrzyckiej ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Wypowiedź jest jednoznaczna: nawet jeśli podobne orzeczenia nie są masowe, sam fakt ich wydawania pokazuje „bałagan” i potrzebę szybkiej reakcji ustawodawczej.
„Nie mamy danych, jak wiele podobnych orzeczeń zapada w całej Polsce, jednak zapewne nie jest to duża skala. Fakt, że takie orzeczenia zapadają, pokazuje jedynie, że w polskim wymiarze sprawiedliwości mamy bałagan na wielu poziomach. Trzeba go posprzątać przede wszystkim dla ludzi, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Projekt ustawy praworządnościowej zakłada, że wyroki pozostają w mocy, chyba że strony same zechcą je podważyć z uwagi na to, że wydała je osoba nieprawidłowo powołana. Trzeba szybko uchwalić ustawę”.
W tej perspektywie projekt ustawowy ma pełnić funkcję „tamponu stabilizacyjnego”: zachować ważność dotychczasowych rozstrzygnięć co do zasady, a jednocześnie otworzyć kontrolowane mechanizmy ich wzruszania, jeżeli wada obsady miała realny wpływ na wynik sprawy.
Minister Żurek kryzys wchodzi w życie rodzinne i majątkowe
Warto odnotować reakcję ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, opublikowaną na platformie X. Cytat jest ważny, bo opisuje problem w kategoriach dobra publicznego i odpowiedzialności państwa za skutki systemowych wad.
„Kryzys związany z neosędziami wchodzi dziś w najwrażliwsze obszary życia obywateli. W sprawy rodzinne, majątkowe, w podstawowe poczucie bezpieczeństwa prawnego. To nie jest wymyślony problem. Wadliwe powołania sędziowskie z lat 2018-2025 realnie destabilizują orzecznictwo, generują chaos w sądach i prowadzą do sytuacji, w których ludzie po latach nie wiedzą czy ich wyroki istnieją” — napisał minister sprawiedliwości.
„Obywatel nie może płacić ceny za bezprawie, które wyrządza mu państwo”.
„Sędzia musi być sędzią, a wyrok wyrokiem. Dlatego ten problem musi zostać rozwiązany systemowo — przez jednoznaczne uregulowanie statusu neosędziów, usunięcie skutków decyzji neoKRS i zagwarantowanie stabilności orzeczeń, zwłaszcza w sprawach życiowo istotnych. Bez tego chaos będzie narastał”.
Co to oznacza dla obywateli i jak minimalizować ryzyka w praktyce
Bez względu na to, jak instancja odwoławcza oceni postanowienie z Giżycka, sprawa już dziś ujawnia dwie prawdy:
- Spory o status osób powołanych po 2017 r. mogą przełożyć się na „zwykłe” sprawy — rodzinne i majątkowe.
- Brak ustawowej stabilizacji tworzy niepewność, której koszt ponosi obywatel.
W praktyce — w ramach ostrożności procesowej (ex abundantia cautela) — sensowne stają się działania zabezpieczające, które pozwalają uniknąć „wąskiego gardła” na etapie podziału majątku:
- rozważenie rozdzielności majątkowej i jej udokumentowania w odpowiednim trybie,
- uporządkowanie rozliczeń majątkowych bez czekania na finał sprawy rozwodowej, gdy sprawa toczy się w sądzie, w którym pojawiają się spory o obsadę,
- konsekwentne monitorowanie tego, czy i kiedy pojawiają się zarzuty dotyczące składu, oraz jakie środki są dostępne w danej procedurze.
To nie są działania „na pokaz”. Są racjonalną odpowiedzią na stan, w którym obywatel może zostać zaskoczony po latach informacją, że jego wyrok rozwodowy „nie istnieje”, a konsekwencje dotykają już nie tylko jego, ale również nowych partnerów i dzieci.
Najważniejszy wniosek ustawa albo chaos
Wniosek jest jeden: potrzebne jest systemowe rozwiązanie, które z jednej strony przywróci standard sądu spełniającego wymogi konstytucyjne i europejskie, a z drugiej nie wywróci stabilności prawnej obywateli.
Jeżeli ustawodawca tego nie zrobi, problem „wyroku nieistniejącego” będzie wracał w najgorszym możliwym miejscu: w punktach zwrotnych życia — rozwodzie, podziale majątku, nabyciu domu, bezpieczeństwie dzieci. A wtedy spór o praworządność przestaje być hasłem, a staje się rachunkiem do zapłacenia przez obywatela.
Jak przywrócić praworządność?
Naszym zdaniem rozwiązanie problemu neosędziów, które nie naruszałoby żadnych reguł prawnych, wymagałoby wyzerowania wszystkiego, co ci sędziowie zrobili. To z powodów praktycznych jest nieakceptowalne.
Jeżeli mamy indywidualnie rozstrzygać o statusie neosędziów, stoimy przed wyborem: możemy albo szukać rozwiązania najbardziej (pozornie) zgodnego z prawem, które jednak będzie zawierać ukryte rozstrzygnięcie polityczne, albo możemy przyjąć rozwiązanie otwarcie naruszające reguły prawne, ale nieukrywające swojego politycznego charakteru.
A ten wybór, sam w sobie, jest już wyborem politycznym.
Przypominamy, że nie tylko my oraz duża część środowiska prawniczego uważa, że neoKRS jest instytucją nieleglaną. Podobnego zdania jest sędzia Pszczółkowski, który w zdaniu odrędbnym stwierdził, że obecny KRS nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez Konstytucję.
Jego argumentacja opiera się na zapisach dotyczących składu KRS, zwłaszcza odnoszących się do art. 9a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmiany w składzie KRS wprowadzone w 2017 roku są według sędziego Pszczółkowskiego sprzeczne z art. 187 ust. 1 Konstytucji.
Sędzia podkreśla, że zgodnie z konstytucją dochowanie wymogów dotyczących uformowania składu organu, w tym KRS, jest warunkiem koniecznym do zdolności tego organu do realizacji mu powierzonych kompetencji. W tym kontekście wymienia możliwość występowania z wnioskami do Trybunału Konstytucyjnego w sprawach związanych z niezawisłością sądów i niezależnością sędziów.
Stanowisko to ma znaczenie dla oceny legitymacji KRS w postępowaniach przed Trybunałem Konstytucyjnym, zwłaszcza w kontekście kwestii budżetowych i zamrożenia sędziowskich pensji. Sędzia Pszczółkowski wskazuje na istotność przestrzegania norm konstytucyjnych w kształtowaniu organów, które odgrywają kluczową rolę w systemie prawnym, taką jak Krajowa Rada Sądownictwa.
„Krajowa Rada Sądownictwa w składzie ukształtowanym z zastosowaniem art. 9a ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa (Dz. U. z 2021 r. poz. 269, ze zm.; dalej: ustawa o KRS) – dodanego na mocy art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2018 r. poz. 3; dalej: ustawa z 2017 r.) – nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez art. 187 ust. 1 Konstytucji.” – napisał w zdaniu odrębnym sędzia Piotr Pszczółkowski.
POLECAMY: SN: Orzeczenie wydane z udziałem neosędziów są nieważne z mocy prawa
W dalszej części wywodu sędzia TK tłumaczy, dlaczego obecny mechanizm kształtowania składu KRS „wypacza strukturę konstytucyjną tego organu”.
„Dzieje się tak z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ustawodawca, odstępując od utrwalonej praktyki konstytucyjnej, powierzającej samym sędziom wybór sędziów – członków KRS, oraz przekazując tę kompetencję Sejmowi, przyznał temu jednemu organowi władzy politycznej decydujący wpływa na obsadę znakomitej większości składu Rady (tj. wybór 19 spośród 25 członków). Po drugie, ustawodawca, wprowadzając nowy mechanizm wyboru sędziów – członków KRS nie dochował wymogu, aby w składzie Rady zasiadali przedstawicieli każdej z grup sędziów wszystkich rodzajów sądów wprost wymienionych w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji.” – czytamy w zdaniu odrębnym.
W poprzednim okresie (czyli od czasu ustanowienia Krajowego Rejestru Sądowego w 1989 roku do momentu wprowadzenia zmian w 2017 roku), procedura wyboru członków Rady była następująca: osoby te, wybierane spośród sędziów, były wyłaniane przez samych sędziów. Dokładniej, 2 członków Krajowej Rady Sądownictwa były wybierane przez zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego spośród sędziów tego Sądu; 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego spośród sędziów NSA; 2 członków KRS były wybierane przez zebrania zgromadzeń ogólnych sędziów sądów apelacyjnych spośród sędziów apelacyjnych; natomiast 9 członków KRS było wybieranych spośród swojego grona przez zebrania przedstawicieli zgromadzeń ogólnych sędziów w sądach wojewódzkich. Dodatkowo, 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów sądów wojskowych spośród sędziów tychże sądów.
W opinii Piotra Pszczółkowskiego, naruszenie równowagi strukturalnej Krajowej Rady Sądownictwa, wynikającej z Konstytucji, miało miejsce, gdy ustawodawca, za pomocą ustawy z 2017 roku, powierzył Sejmowi uprawnienie do wyboru 15 sędziów, którzy mieliby być członkami KRS. Zdaniem sędziego, przekazanie jednemu organowi władzy politycznej możliwości wyboru łącznie 19 osób (wliczając posłów zasiadających w KRS) spośród 25 miejsc w Radzie uzależniło obsadę znacznej większości składu Rady od decyzji aktualnej większości parlamentarnej.
Sędzia Trybunału Konstytucyjnego powołuje się na wyroki europejskich Trybunałów: Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w których stwierdzono, że Krajowa Rada Sądownictwa utraciła niezbędną niezależność wobec władzy politycznej i nie jest w stanie dokonywać niezależnej i obiektywnej selekcji kandydatów na stanowiska sędziowskie, ani składać Prezydentowi RP wniosków o powołanie sędziów.
„Uważam, że zastrzeżenia te odpowiednio należy odnieść również do zdolności wykonywania przez Radę innych kompetencji w zakresie stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, w tym występowania przez nią do Trybunału z wnioskami na podstawie art. 186 ust. 2 Konstytucji. Mam zresztą wrażenie, że Trybunał Konstytucyjny sam już dostrzegł problem, odmawiając w sprawie o sygn. K 12/18 badania legitymacji Krajowej Rady Sądownictwa do wystąpienia z wnioskiem jedynie w celu potwierdzenia własnej pozycji prawnej. ” – stwierdza sędzia.
Piotr Pszczółkowski zwraca uwagę na nie badaną dotąd przez TK kwestię reprezentatywności członków KRS.
„Obecna regulacja modelowo czyni KRS, a więc organ, który zgodnie z art. 186 Konstytucji ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, organem posiadającym dużo znaczniejsze poparcie środowiska politycznego niż sędziowskiego.” – czytamy w zdaniu odrębnym.
Sędzia podkreśla, że zgodnie z postanowieniami art. 11a ust. 2 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, do zgłoszenia kandydatury na członka Rady uprawnione są podmioty, takie jak grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli lub dwudziestu pięciu sędziów, z wyłączeniem tych, którzy są w stanie spoczynku.
„Przy wyborze członków KRS przewidziany jest obecnie wymóg bardzo wysokiego poparcia czynnika politycznego: posłów dokonujących wyboru członków Rady (modelowo 276 z 460 posłów), przy jednoczesnym wymaganiu bardzo niskiego minimalnym progu poparcia kandydatury na członka Rady wyrażonego przez środowisko sędziowskie (jedynie 25 sędziów z ok. 10.000 sędziów). Podobnie, jako mało reprezentatywny zakwalifikować należy wymóg uzyskania przez kandydata na członka Rady poparcia minimum 2.000 obywateli blisko 38 milionowego Państwa.” – wyjaśnia Piotr Pszczółkowski.
Sędzia przypomina, że Trybunał Konstytucyjny, poprzez orzeczenie w sprawie K 12/18 z 25 marca 2019 roku, zdecydował o umorzeniu kontroli konstytucyjności art. 11a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, który stanowi źródło problemu dotyczącego reprezentatywności KRS oraz procedur związanych z gromadzeniem list poparcia dla kandydatów do tego organu. Według sędziego, ta decyzja została podjęta pochopnie i może prowadzić do błędnego przekonania, że skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego możliwości wyboru członków KRS przez polityków oznacza zgodność z Konstytucją również w pozostałym zakresie regulacji dotyczącym wyboru członków KRS.
„Holistyczne rozumienie Konstytucji nakazuje przyjąć, że dla skutecznej realizacji konstytucyjnych zadań stawianych KRS: diagnozowania zagrożeń niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz przeciwdziałania takim zagrożeniom, niezbędne jest posiadanie legitymacji znacznej części środowiska sędziowskiego, mogącego w sposób obiektywny ocenić dotychczasową pracę i postawę kandydata na członka Rady. Rozsądek i doświadczenie życiowe podpowiadają zaś, że dla zachowania konstytucyjnej równowagi władz, udział i poparcie środowiska sędziowskiego w wyborze członków konstytucyjnego organu mającego strzec niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów nie powinien być mniejszy od udziału i poparcia innych władz – tych, przed którymi KRS ma zadanie strzec sądownictwo.” – napisał sędzia TK Piotr Pszczółkowski.
Tym samym sędzia TK potwierdził nasze stanowisko w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez neosędziów którzy posługują się nominacją pochodzącą od nielegalnego organu.
Twierdzenie w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez osoby posługujące się nominacjami wydanymi na podstawie nielegalnych konkursów organizowanych przez przestępczy organ podszywający się pod KRS znajduje również uzasadnienie w orzecznictwie: Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (wyroki w sprawach: Reczkowicz przeciwko Polsce z dnia 22 lipca 2021 r. – skarga nr 43447/19, Dolińska-Ficek i Ozimek przeciwko Polsce z dnia 8 listopada 2021 r. – skargi nr 49868/19 i 57511/19, Advance Pharma sp. z o.o. przeciwko Polsce z dnia 7 lutego 2022 r. — skarga nr 1469/20, Broda i Bojara przeciwko Polsce z dnia 29 czerwca 2021 r. — skargi nr 26691/18 i 27367/18, Grzęda przeciwko Polsce z dnia 15 marca 2022 r. – skarga nr 43572/18, Wałęsa przeciwko Polsce z dnia 23 listopada 2023 r. — skarga nr 50849/21), wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (z dnia 19 listopada 2019 r. – sprawa AK z połączonych skarg C 585/18, C 624/18, C 625/18, wyrok Wielkiej Izby Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 6 października 2021 r. w sprawie o sygn. C-487/19), orzeczenia polskiego Sądu Najwyższego (wyrok z dnia 5 grudnia 2019 r. III PO 7/18, OSNP 2020/4/38, postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 15 stycznia 2020 r. III PO 8/18, OSNP 2020/10/114, uchwałę połączonych Izb Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA 1-4110-1/20) oraz orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego (m.in. postanowienie z dnia 26 czerwca 2019 r. Il GOK 2/18, wyrok z dnia 11 października 2021 r., Il GOK 9/18, wyroki w sprawach Il GOK 10/18, Il GOK 11/18, Il GOK 12/18, Il GOK 13/18, Il GOK 14/18 z dnia 21 września 2021 r.).
Przypominamy, że wydawane orzecznictwa przez neo-sędziów podlegają uchyleniu z mocy prawa. W przypadku postępowań cywilnych na podstawie art. 379 pkt 4 in fine k.p.c., a karnych na podstawie art. 439 § 1 pkt 6 in fine k.p.k.
Czym jest neo-KRS i neo-sędzia
Krajową Radę Sądownictwa wyłoniono w sposób niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej co powoduje, że w świetle przyjętej linii orzecznictwa SN, a także TSUE nie można tej instytucji uznać jako organ działający leganie i posiadający uprawnienia do mianowania sędziów. Każdy sędzia mianowany przez ten niekonstytucyjny organ i powołany przez prezydenta do pełnienia służy jest również noe-sędzią, który nie posiada zdolności prawnych do wydawania orzecznictwa,
W tym miejscu zasadnym stanie się podniesienie, że problem powołań „sędziów” po ukształtowaniu „Krajowej Rady Sądownictwa” w wyniku zmian w 2017 roku posiada kilka aspektów. Pierwszy związany jest z przepisami Konstytucji RP, które nakładają na organy władzy publicznej, w tym prawodawcę, obowiązek takiego powoływania sędziów do obowiązków orzeczniczych, który gwarantuje niezbędne minimum niezależności i niezawisłości organów biorących udział w procesie nominacyjnym. Takim organem jest Krajowa Rada Sądownictwa. Ingerencja w konstytucyjne standardy kształtowania sędziowskiego składu tego organu, stwarzająca możliwość ukształtowania Rady przez polityków, czyli wyboru członków sędziowskich Rady w całości przez parlament (z wyłączeniem I Prezesa SN i Prezesa NSA), spowodowała, że ten organ nie spełnia wymogów konstytucyjnych. To sprawia, że w każdym wypadku powołania sędziego pojawia się wątpliwość, która towarzyszy każdemu człowiekowi, który oddaje swoją sprawę pod osąd sądu, czy ten sąd jest sądem właściwym w rozumieniu konstytucyjnym.
Ponadto – to drugi aspekt – w doktrynie, do czego dołożyłem rękę, i w orzecznictwie pojawiła się metoda weryfikacji poprawności powołania sędziów w oparciu o narzędzia, które są w systemie od zawsze, ale zasadniczo nie służą do oceny spełnienia minimalnych przesłanek bezstronności i niezawisłości. Chodzi o instytucje (w przypadku kontroli prewencyjnej) – iudex suspectus i iudex inhabilis, a w przypadku kontroli następczej – bezwzględnej przesłanki odwoławczej, jaką jest nienależyta obsada sądu. Na tym pomyśle posadowione było stanowisko uchwały trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego ze stycznia 2020 roku. Uchwała ta zawierała nie do końca właściwe zróżnicowanie: wskazując, że w przypadku SN, ze względu na charakter tego organu, sędziowie powołani po rekomendacji KRS ukształtowanej po 2017 r. nie dają gwarancji niezawisłego i bezstronnego orzekania. I z tego powodu uznano, że wyłącznie ta wada instytucjonalna uzasadnia twierdzenie, że tacy sędziowie pozbawieni są materialnego votum. Uchwała nie zakwestionowała, że te osoby uzyskały status sędziów SN, ale stwierdzono, że nie mają uprawnień do wydawania orzeczeń.
Wydane do tej pory orzeczenia przez takich ‘sędziów’ są dotknięte wadą, z uwagi na nienależytą obsadę sądu, którą traktować należy jako niespełnienie konstytucyjnego wymogu sądu właściwego określonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Wadliwie powołani sędziowie nie powinni orzekać. Od dnia wydania uchwały sędziowie ci są pozbawieni zdolności do orzekania. Nie dysponują materialnym votum, choć mają status sędziów. W związku z powyższą sprawą uznać należy, że na podstawie art. 91 ust. 2 i 3 orzecznictwo wydane TSUE i ETPCz, zasadę pierwszeństwa stosowania prawa
Powyższe stanowisko znajduje uzasadnienie w treść wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 6 października 2021 r. w sprawie C-487 /19, jak też wcześniejszego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 7 maja 2021 r., skarga nr 4907 /18 Przypominam tym samym kapturowemu sądowi, że zgodnie z art. 9 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zobowiązana jest przestrzegać wiążącego ją prawa międzynarodowego. Stosownie zaś do treści art. 91 ust. 2 Konstytucji umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową. Status sędziów oraz gwarancje niezależności sądów, stanowiące istotę prawa do rzetelnego procesu sądowego, znajdują umocowanie w zapisach Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i potwierdzone jest dodatkowo w art. 6 ust. 3 Traktatu o UE. W zakresie niniejszej sprawy nie ma zastosowania wyrok wydany w dniu 7 października 2021 r. przez Trybunał Konstytucyjny w obecnym – wadliwym – składzie w sprawie o sygn. K 13/21, który godzi w interesy obywateli.
Nasze stanowisko w zakresie neo-KRS i neo-sędziów mianowanych przez ten niekonstytucyjny organ potwierdza stanowisko Komisja Europejska, która w dniu 15 lutego 2023 roku podjęła decyzję o skierowaniu sprawy przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w związku z kontrowersyjnym orzeczeniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Komisja wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego 22 grudnia 2021 r. – Powodem były wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 14 lipca 2021 r. i 7 października 2021 r., w których uznał on postanowienia traktatów UE za niezgodne z Konstytucją RP, wyraźnie kwestionując zasadę pierwszeństwa prawa UE. Bez wątpienia w świetle treści wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (Wielkiej Izby) z dnia 19 listopada 2019 roku (nr C 585/18, C – 624/18, C 625/18) oraz uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20) zachodzi podstawa do stwierdzenia, że instytucja powołana do zapewnienia praworządności łamie prawo i popełnia przestępstwo.
Skutki podpisania Traktatu z Lizbony dla pozycji prawa unijnego i orzecznictwa międzynarodowego wobec prawa polskiego
Podpisanie przez Polskę Traktatu z Lizbony w 2007 r., który wszedł w życie 1 grudnia 2009 r., stanowiło punkt zwrotny w zakresie relacji pomiędzy prawem krajowym a prawem Unii Europejskiej. Traktat ten nadał Unii osobowość prawną, wzmocnił rolę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a także potwierdził zasadę pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym państw członkowskich.
Zgodnie z art. 9 Konstytucji RP, „Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”, co oznacza obowiązek respektowania także prawa unijnego, które ma charakter szczególny jako prawo ponadnarodowe. Natomiast art. 91 ust. 1–3 Konstytucji RP stanowi, że umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie (a taką był Traktat z Lizbony) staje się częścią krajowego porządku prawnego i jest stosowana bezpośrednio. Co więcej, ustęp 3 art. 91 Konstytucji przesądza, że „jeżeli wynika to z ratyfikowanej umowy, prawo stanowione przez organizację międzynarodową ma pierwszeństwo w razie kolizji z ustawami”.
Oznacza to, że po wejściu w życie Traktatu z Lizbony prawo Unii Europejskiej — w tym orzecznictwo TSUE — ma pierwszeństwo stosowania przed prawem krajowym, w tym również przed ustawami zwykłymi i ich interpretacjami przez krajowe organy, jeżeli prowadzą one do naruszenia prawa unijnego lub zasad państwa prawa.
Znaczenie orzecznictwa TSUE i ETPCz dla niezależności sądownictwa w Polsce
W orzecznictwie TSUE (m.in. wyrok z 19 listopada 2019 r. w sprawie C-585/18, C-624/18, C-625/18 – A.K. i in. oraz wyrok z 15 lipca 2021 r. w sprawie C-791/19 Komisja przeciwko Polsce) jednoznacznie stwierdzono, że sposób powoływania sędziów przez Krajową Radę Sądownictwa po 2018 r. narusza wymogi niezależności i bezstronności wynikające z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 47 Karty praw podstawowych UE.
Podobnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (m.in. wyrok w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce, skarga nr 43447/19, z 22 lipca 2021 r.) uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, utworzona z udziałem nowej KRS, nie jest „sądem ustanowionym ustawą” w rozumieniu art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
W konsekwencji orzecznictwo obu trybunałów wskazuje, że osoby powołane na urząd sędziego w procedurze z udziałem tzw. neo-KRS nie spełniają standardów niezawisłości i bezstronności wynikających z prawa unijnego i konwencyjnego. Z tego względu w świetle prawa Unii Europejskiej i orzecznictwa ETPCz nie posiadają statusu „sędziów” w rozumieniu prawa międzynarodowego i unijnego, a sama KRS w obecnym składzie nie jest organem konstytucyjnym w rozumieniu prawa UE zdolnym do zapewnienia niezależności sądów.
Konkluzja
Podpisanie Traktatu z Lizbony oraz wynikające z niego zobowiązania Polski w zakresie przestrzegania prawa unijnego i orzecznictwa TSUE spowodowały, że prawo Unii Europejskiej oraz standardy konwencyjne mają pierwszeństwo przed prawem krajowym, również w dziedzinie organizacji wymiaru sprawiedliwości.
W efekcie, decyzje podejmowane przez organy naruszające te standardy – takie jak neo-KRS – nie mogą być uznane za zgodne z prawem unijnym ani konwencyjnym, a osoby powołane w wadliwych procedurach nie posiadają statusu legalnych sędziów.
W związku z powyższym warto, jest zawsze zasięgnąć rady specjalisty z zakresu prawa, który jest w stanie sprawdzić, czy sędzia orzekający w sprawie posiada zdolność do wydawania orzecznictwa, aby wydany przez niego wyrok nie posiadał wady prawnej. Taką poradę wraz możliwościami, jakie daje Państwu prawo w zakresie zapewnienia sobie sprawiedliwego procesu, można uzyskać w naszej kancelarii, pisząc na adres: [email protected]
Potrzebujesz pomocy prawnej, napisz do nas lub zadzwoń już teraz.
579-636-527

