Sprawa Kajetana P pokazuje prawdziwy koszt neo-sędziów w SN

Jedna z najbardziej wstrząsających spraw karnych ostatnich lat ponownie ugrzęzła na etapie Sądu Najwyższego. Nie dlatego, że zabrakło materiału dowodowego, nie dlatego, że sprawa okazała się błaha, i nie dlatego, że obrona albo oskarżenie nie są gotowe do dalszego procedowania. Z przekazanego materiału wynika, że kasacja w sprawie Kajetana P., skazanego prawomocnie na dożywotnie pozbawienie wolności za brutalne zabójstwo lektorki języka włoskiego w 2016 r., po raz kolejny spadła z wokandy. Powodem stał się skład orzekający Sądu Najwyższego i ponowne wyłączenie sędziego sprawozdawcy powołanego przy udziale tzw. neo-KRS.

To już nie jest incydent. To nie jest też pojedynczy problem organizacyjny. Z przekazanego materiału wynika bowiem, że Anna Dziergawka jest już szóstym sędzią Sądu Najwyższego wyłączonym z tej sprawy z uwagi na sposób powołania i zastrzeżenia dotyczące standardu legalnego sądu. W jej miejsce wyznaczono kolejnego, siódmego już sędziego sprawozdawcę — Marka Siwka — który również trafił do Sądu Najwyższego na wniosek tzw. neo-KRS. To zaś rodzi poważne prawdopodobieństwo, że także i on zostanie skutecznie zakwestionowany.

W rezultacie sprawa, która z punktu widzenia społecznego, karnego i ustrojowego powinna zostać definitywnie rozstrzygnięta możliwie szybko, od blisko półtora roku pozostaje nierozpoznana na etapie kasacyjnym. To już nie tylko problem jednej bulwersującej zbrodni. To także symbol szerszej zapaści wymiaru sprawiedliwości, w której wadliwa konstrukcja personalna Sądu Najwyższego zaczyna paraliżować nawet najpoważniejsze postępowania karne.

Rozprawa została odwołana bez terminu

Z przekazanego materiału wynika, że Izba Karna Sądu Najwyższego miała rozpoznać kasację obrońcy Kajetana P. na rozprawie wyznaczonej na czwartek. Do rozpoznania jednak nie doszło. Rozprawa została odwołana bez wyznaczenia kolejnego terminu.

Jako przyczyny tej decyzji wskazano dwa elementy. Po pierwsze, obrońca miał zwrócić się o zmianę terminu. Po drugie, i to znacznie ważniejsze z punktu widzenia konsekwencji ustrojowych, ze składu został wyłączony sędzia sprawozdawca Anna Dziergawka. Powodem wyłączenia miało być to, że została ona powołana do Sądu Najwyższego z rekomendacji tzw. neo-KRS, czyli organu, którego status i sposób ukształtowania od lat pozostają przedmiotem zasadniczej krytyki w orzecznictwie krajowym oraz europejskim.

W praktyce oznacza to, że obrona skutecznie podniosła zarzut wadliwości obsady składu orzekającego. Nie chodzi więc wyłącznie o osobę konkretnego sędziego, lecz o całą konstrukcję legitymacyjną sądu, który ma rozstrzygać kasację. A to prowadzi do wniosku szczególnie niepokojącego: nawet tam, gdzie sprawa jest gotowa do procedowania, państwo nie potrafi zapewnić składu niebudzącego wątpliwości co do standardu sądu ustanowionego ustawą.

To już szóste wyłączenie z tej samej przyczyny

Najbardziej alarmującym elementem przekazanego materiału jest nie sama decyzja o odwołaniu rozprawy, lecz jej powtarzalny charakter. Anna Dziergawka nie była pierwszą osobą wyłączoną od rozpoznania tej sprawy. Z treści materiału wynika, że jest ona już szóstym sędzią Sądu Najwyższego wyłączonym z postępowania z uwagi na kwestionowany status wynikający z nominacji przy udziale tzw. neo-KRS.

To oznacza, że sprawa Kajetana P. nie jest ofiarą jednorazowej kolizji proceduralnej. Stała się zakładnikiem systemowego kryzysu w Sądzie Najwyższym. Jeżeli kolejni wyznaczani sędziowie sprawozdawcy są następnie eliminowani z uwagi na zarzut wadliwego powołania, to mamy do czynienia nie z problemem osobowym, lecz z konstrukcyjną niewydolnością całego modelu obsady sądu.

W miejsce Anny Dziergawki wyznaczony został Marek Siwek. Jak jednak wskazano w przekazanym materiale, on również trafił do Sądu Najwyższego na wniosek tzw. neo-KRS. Oznacza to, że widmo kolejnego wyłączenia jest całkowicie realne. Jeżeli tak się stanie, sprawa ponownie ugrzęźnie, a ciężar społecznego oburzenia znów zderzy się z proceduralną niemocą państwa.

Kasacja od półtora roku bez rozpoznania

Z przekazanego materiału wynika, że kasacja w sprawie wpłynęła do Sądu Najwyższego w sierpniu 2024 r. Do dziś nie została jednak rozpoznana. W praktyce oznacza to, że od blisko półtora roku postępowanie na etapie kasacyjnym pozostaje w zawieszeniu, mimo że chodzi o sprawę o wyjątkowym ciężarze gatunkowym, zarówno z punktu widzenia społecznego oddziaływania zbrodni, jak i wymiaru orzeczonej kary.

Zarzuty podnoszone w kasacji dotyczą między innymi oceny poczytalności sprawcy oraz zagadnień formalnych związanych z postępowaniem apelacyjnym. Obrońca dąży do ponownego rozpatrzenia sprawy. Niezależnie jednak od treści samych zarzutów jedno jest pewne: państwo ma obowiązek zapewnić ich rozpoznanie przez skład spełniający konstytucyjny i konwencyjny standard legalnego sądu.

I właśnie tutaj pojawia się najbardziej dotkliwy paradoks. Im bardziej sprawa jest poważna, tym bardziej potrzebuje bezdyskusyjnej legitymacji sądu. Tymczasem obecny model obsady Sądu Najwyższego sprawia, że nawet w sprawie dotyczącej dożywotniego pozbawienia wolności i jednej z najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat nie można doprowadzić do stabilnego rozpoznania kasacji.

Zbrodnia, która wstrząsnęła Polską

Przekazany materiał przypomina okoliczności sprawy, która od początku należała do najbardziej bulwersujących postępowań karnych III Rzeczypospolitej. Do zabójstwa doszło 3 lutego 2016 r. w mieszkaniu na warszawskiej Woli. Kajetan P., pracujący wówczas w bibliotece, miał umówić się z trzydziestoletnią lektorką języka włoskiego Katarzyną J. na lekcję. Po wejściu kobiety do mieszkania doszło do brutalnego ataku nożem. Następnie ciało zostało rozczłonkowane, a sprawca podjął działania zmierzające do zatarcia śladów.

Sama drastyczność tej zbrodni oraz jej późniejszy społeczny odbiór sprawiły, że sprawa na trwałe zapisała się w świadomości opinii publicznej. W przestrzeni medialnej pojawiło się określenie „Hannibal z Żoliborza”, które do dziś towarzyszy tej sprawie jako znak jej wyjątkowego okrucieństwa.

Kilka dni po zdarzeniu Kajetan P. został zatrzymany na Malcie i przetransportowany do Polski. Jak wynika z materiału, podczas transportu miał zaatakować jednego z konwojujących go policjantów. Przyznał się do winy, nie okazując skruchy, a sam proces przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczył się niejawnie.

W styczniu 2021 r., po blisko dwudziestu rozprawach, zapadł nieprawomocny wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Dodatkowo zasądzono na rzecz rodziców ofiary po 75 tys. zł. W czerwcu 2023 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał karę dożywocia, zmieniając jednak kwalifikację czynu w oparciu o opinię trzeciego zespołu biegłych, przyjmując, że sprawca miał zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia czynu oraz znacznie ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.

To właśnie ten prawomocny wyrok pozostaje dziś przedmiotem kontroli kasacyjnej. I właśnie dlatego przedłużający się paraliż w Sądzie Najwyższym nie jest jedynie problemem proceduralnym, lecz realnym przedłużaniem stanu niepewności procesowej.

Sprawa karna staje się lustrem kryzysu ustrojowego

W tej sprawie szczególnie mocno widać, że kryzys praworządności nie jest abstrakcyjnym sporem ekspertów. Nie sprowadza się do debat o modelu KRS, legitymacji nominacji i strukturze Sądu Najwyższego prowadzonych w oderwaniu od realnego życia. Przeciwnie — skutki tego kryzysu uderzają w konkretne postępowania karne, konkretne ofiary, konkretne rodziny i konkretne rozstrzygnięcia, które nie mogą stać się definitywne w sensie procesowym.

Jeżeli sąd najwyższej instancji w sprawach karnych nie jest w stanie wyznaczyć i utrzymać składu niebudzącego zastrzeżeń co do legalności powołania, to cały system zaczyna tracić elementarną sprawność. Nie chodzi już o to, czy ktoś popiera taką czy inną wizję reformy sądownictwa. Chodzi o to, że wadliwie skonstruowany mechanizm nominacyjny wraca dziś jako źródło realnego paraliżu orzeczniczego.

W sprawie Kajetana P. ten problem wybrzmiewa wyjątkowo mocno, bo zderza się z naturalnym oczekiwaniem społecznym, że najpoważniejsze zbrodnie powinny być rozpoznawane szybko, sprawnie i bez cienia proceduralnej wadliwości. Tymczasem państwo nie potrafi zagwarantować nawet tego, by kasacja została rozpoznana bez kolejnych wyłączeń sędziów z uwagi na ich status.

Neo-KRS i standard sądu ustanowionego ustawą

W tle sprawy pozostaje problem o charakterze ustrojowym, którego nie da się już pominąć ani bagatelizować. Z przekazanego materiału wynika jednoznacznie, że przyczyną kolejnych wyłączeń jest fakt powołania sędziów Sądu Najwyższego przy udziale tzw. neo-KRS. To właśnie ten element ma wpływać na ocenę ich statusu i na obawę wadliwego obsadzenia składu orzekającego.

W języku prawa oznacza to spór o spełnienie standardu sądu ustanowionego ustawą. Jeżeli bowiem w procesie powołania sędziego doszło do naruszeń ustrojowych o charakterze systemowym, to nie chodzi wyłącznie o personalny defekt danego aktu nominacyjnego. Chodzi o naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy przez sąd legalny, niezależny i bezstronny.

W praktyce sprawa Kajetana P. staje się więc kolejnym przykładem tego, że tzw. neosędziowie nie tylko wywołują spór teoretyczny co do legitymacji sądu, ale prowadzą również do bardzo konkretnych skutków procesowych: odraczania rozpraw, wyłączania składów, przedłużania postępowań i destabilizacji orzecznictwa.

Im bardziej państwo ignorowało problem, tym większy dziś rachunek

Obecny stan rzeczy nie pojawił się z dnia na dzień. Jest efektem wieloletniego ignorowania ostrzeżeń płynących z orzecznictwa, doktryny i praktyki sądowej dotyczących skutków wadliwego modelu powoływania sędziów. Dziś rachunek za tamte decyzje ustrojowe płacony jest w najtrudniejszych sprawach karnych, gdzie niepewność co do legalności składu orzekającego staje się argumentem procesowym o pierwszorzędnym znaczeniu.

To właśnie dlatego sprawa Kajetana P. ma wymiar większy niż jednostkowa historia. Owszem, jej ciężar społeczny wynika z wyjątkowego okrucieństwa zbrodni. Ale ciężar ustrojowy wynika z czegoś innego: z faktu, że nawet w takiej sprawie nie można doprowadzić do spokojnego i definitywnego procedowania w Sądzie Najwyższym, ponieważ państwo samo stworzyło wadliwy model nominacyjny, który dziś produkuje proceduralne zatory.

Sygnatura, która pokazuje bezsilność systemu

Sprawa toczy się w Sądzie Najwyższym pod sygnaturą II KK 365/24. Sama sygnatura nie mówi jeszcze nic o treści zarzutów ani końcowym wyniku postępowania. Mówi jednak coś bardzo ważnego o czasie. Skoro kasacja wpłynęła w 2024 roku, a w marcu 2026 roku nadal nie została rozpoznana z powodu kolejnych wyłączeń sędziów sprawozdawców, to trudno nie uznać, że wymiar sprawiedliwości przestał tu działać w sposób sprawny i przewidywalny.

W państwie prawa czas ma znaczenie. Dotyczy to także spraw osób prawomocnie skazanych na najsurowsze kary. Kasacja nie jest formalnym dodatkiem do procesu, lecz częścią systemu gwarancyjnego. Jeżeli zatem jej rozpoznanie przeciąga się nie z powodów merytorycznych, lecz z uwagi na wadliwość składu sądu, to problem nie leży po stronie obrony ani samej natury sprawy, lecz po stronie konstrukcji instytucjonalnej państwa.

Podsumowanie

Odwołanie bez terminu rozprawy kasacyjnej w sprawie Kajetana P. pokazuje, że kryzys wywołany obecnością neo-sędziów w Sądzie Najwyższym nie jest już abstrakcyjnym sporem o model wymiaru sprawiedliwości. Stał się realnym źródłem paraliżu w najpoważniejszych sprawach karnych. Skoro kolejni sędziowie sprawozdawcy są wyłączani z uwagi na sposób powołania przy udziale tzw. neo-KRS, a ich następcy również należą do tej samej grupy nominacyjnej, państwo wpada w spiralę proceduralnej niemożności.

Sprawa Kajetana P., skazanego prawomocnie na dożywocie za jedną z najbardziej wstrząsających zbrodni ostatnich lat, od blisko półtora roku czeka na rozpoznanie kasacji w Sądzie Najwyższym. Nie dlatego, że brakuje podstaw do procedowania, lecz dlatego, że skład sądu nie daje wystarczających gwarancji legalności w rozumieniu standardu sądu ustanowionego ustawą.

To właśnie jest dziś najbardziej oskarżającym świadectwem kryzysu: nawet w sprawie o takiej wadze państwo nie potrafi zapewnić legalnego i stabilnego składu Sądu Najwyższego. A to oznacza, że problem neo-sędziów przestał być wyłącznie problemem środowiskowym. Stał się problemem bezpieczeństwa prawnego całego państwa.


Jak przywrócić praworządność?

Naszym zdaniem rozwiązanie problemu neosędziów, które nie naruszałoby żadnych reguł prawnych, wymagałoby wyzerowania wszystkiego, co ci sędziowie zrobili. To z powodów praktycznych jest nieakceptowalne.

Jeżeli mamy indywidualnie rozstrzygać o statusie neosędziów, stoimy przed wyborem: możemy albo szukać rozwiązania najbardziej (pozornie) zgodnego z prawem, które jednak będzie zawierać ukryte rozstrzygnięcie polityczne, albo możemy przyjąć rozwiązanie otwarcie naruszające reguły prawne, ale nieukrywające swojego politycznego charakteru.

A ten wybór, sam w sobie, jest już wyborem politycznym.

Przypominamy, że nie tylko my oraz duża część środowiska prawniczego uważa, że neoKRS jest instytucją nieleglaną. Podobnego zdania jest sędzia Pszczółkowski, który w zdaniu odrędbnym stwierdził, że obecny KRS nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez Konstytucję.

Jego argumentacja opiera się na zapisach dotyczących składu KRS, zwłaszcza odnoszących się do art. 9a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmiany w składzie KRS wprowadzone w 2017 roku są według sędziego Pszczółkowskiego sprzeczne z art. 187 ust. 1 Konstytucji.

Sędzia podkreśla, że zgodnie z konstytucją dochowanie wymogów dotyczących uformowania składu organu, w tym KRS, jest warunkiem koniecznym do zdolności tego organu do realizacji mu powierzonych kompetencji. W tym kontekście wymienia możliwość występowania z wnioskami do Trybunału Konstytucyjnego w sprawach związanych z niezawisłością sądów i niezależnością sędziów.

Stanowisko to ma znaczenie dla oceny legitymacji KRS w postępowaniach przed Trybunałem Konstytucyjnym, zwłaszcza w kontekście kwestii budżetowych i zamrożenia sędziowskich pensji. Sędzia Pszczółkowski wskazuje na istotność przestrzegania norm konstytucyjnych w kształtowaniu organów, które odgrywają kluczową rolę w systemie prawnym, taką jak Krajowa Rada Sądownictwa.

„Krajowa Rada Sądownictwa w składzie ukształtowanym z zastosowaniem art. 9a ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa (Dz. U. z 2021 r. poz. 269, ze zm.; dalej: ustawa o KRS) – dodanego na mocy art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2018 r. poz. 3; dalej: ustawa z 2017 r.) – nie jest organem ukształtowanym w sposób wymagany przez art. 187 ust. 1 Konstytucji.” – napisał w zdaniu odrębnym sędzia Piotr Pszczółkowski.

POLECAMY: SN: Orzeczenie wydane z udziałem neosędziów są nieważne z mocy prawa

W dalszej części wywodu sędzia TK tłumaczy, dlaczego obecny mechanizm kształtowania składu KRS „wypacza strukturę konstytucyjną tego organu”.

„Dzieje się tak z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ustawodawca, odstępując od utrwalonej praktyki konstytucyjnej, powierzającej samym sędziom wybór sędziów – członków KRS, oraz przekazując tę kompetencję Sejmowi, przyznał temu jednemu organowi władzy politycznej decydujący wpływa na obsadę znakomitej większości składu Rady (tj. wybór 19 spośród 25 członków). Po drugie, ustawodawca, wprowadzając nowy mechanizm wyboru sędziów – członków KRS nie dochował wymogu, aby w składzie Rady zasiadali przedstawicieli każdej z grup sędziów wszystkich rodzajów sądów wprost wymienionych w art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji.” – czytamy w zdaniu odrębnym.

W poprzednim okresie (czyli od czasu ustanowienia Krajowego Rejestru Sądowego w 1989 roku do momentu wprowadzenia zmian w 2017 roku), procedura wyboru członków Rady była następująca: osoby te, wybierane spośród sędziów, były wyłaniane przez samych sędziów. Dokładniej, 2 członków Krajowej Rady Sądownictwa były wybierane przez zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego spośród sędziów tego Sądu; 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego spośród sędziów NSA; 2 członków KRS były wybierane przez zebrania zgromadzeń ogólnych sędziów sądów apelacyjnych spośród sędziów apelacyjnych; natomiast 9 członków KRS było wybieranych spośród swojego grona przez zebrania przedstawicieli zgromadzeń ogólnych sędziów w sądach wojewódzkich. Dodatkowo, 1 członek KRS był wybierany przez zgromadzenie ogólne sędziów sądów wojskowych spośród sędziów tychże sądów.

W opinii Piotra Pszczółkowskiego, naruszenie równowagi strukturalnej Krajowej Rady Sądownictwa, wynikającej z Konstytucji, miało miejsce, gdy ustawodawca, za pomocą ustawy z 2017 roku, powierzył Sejmowi uprawnienie do wyboru 15 sędziów, którzy mieliby być członkami KRS. Zdaniem sędziego, przekazanie jednemu organowi władzy politycznej możliwości wyboru łącznie 19 osób (wliczając posłów zasiadających w KRS) spośród 25 miejsc w Radzie uzależniło obsadę znacznej większości składu Rady od decyzji aktualnej większości parlamentarnej.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego powołuje się na wyroki europejskich Trybunałów: Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w których stwierdzono, że Krajowa Rada Sądownictwa utraciła niezbędną niezależność wobec władzy politycznej i nie jest w stanie dokonywać niezależnej i obiektywnej selekcji kandydatów na stanowiska sędziowskie, ani składać Prezydentowi RP wniosków o powołanie sędziów.

„Uważam, że zastrzeżenia te odpowiednio należy odnieść również do zdolności wykonywania przez Radę innych kompetencji w zakresie stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, w tym występowania przez nią do Trybunału z wnioskami na podstawie art. 186 ust. 2 Konstytucji. Mam zresztą wrażenie, że Trybunał Konstytucyjny sam już dostrzegł problem, odmawiając w sprawie o sygn. K 12/18 badania legitymacji Krajowej Rady Sądownictwa do wystąpienia z wnioskiem jedynie w celu potwierdzenia własnej pozycji prawnej. ” – stwierdza sędzia.

Piotr Pszczółkowski zwraca uwagę na nie badaną dotąd przez TK kwestię reprezentatywności członków KRS.

„Obecna regulacja modelowo czyni KRS, a więc organ, który zgodnie z art. 186 Konstytucji ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, organem posiadającym dużo znaczniejsze poparcie środowiska politycznego niż sędziowskiego.” – czytamy w zdaniu odrębnym.

Sędzia podkreśla, że zgodnie z postanowieniami art. 11a ust. 2 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, do zgłoszenia kandydatury na członka Rady uprawnione są podmioty, takie jak grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli lub dwudziestu pięciu sędziów, z wyłączeniem tych, którzy są w stanie spoczynku.

„Przy wyborze członków KRS przewidziany jest obecnie wymóg bardzo wysokiego poparcia czynnika politycznego: posłów dokonujących wyboru członków Rady (modelowo 276 z 460 posłów), przy jednoczesnym wymaganiu bardzo niskiego minimalnym progu poparcia kandydatury na członka Rady wyrażonego przez środowisko sędziowskie (jedynie 25 sędziów z ok. 10.000 sędziów). Podobnie, jako mało reprezentatywny zakwalifikować należy wymóg uzyskania przez kandydata na członka Rady poparcia minimum 2.000 obywateli blisko 38 milionowego Państwa.” – wyjaśnia Piotr Pszczółkowski.

Sędzia przypomina, że Trybunał Konstytucyjny, poprzez orzeczenie w sprawie K 12/18 z 25 marca 2019 roku, zdecydował o umorzeniu kontroli konstytucyjności art. 11a ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, który stanowi źródło problemu dotyczącego reprezentatywności KRS oraz procedur związanych z gromadzeniem list poparcia dla kandydatów do tego organu. Według sędziego, ta decyzja została podjęta pochopnie i może prowadzić do błędnego przekonania, że skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego możliwości wyboru członków KRS przez polityków oznacza zgodność z Konstytucją również w pozostałym zakresie regulacji dotyczącym wyboru członków KRS.

„Holistyczne rozumienie Konstytucji nakazuje  przyjąć, że dla skutecznej realizacji konstytucyjnych zadań stawianych KRS: diagnozowania zagrożeń niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz przeciwdziałania takim zagrożeniom, niezbędne jest posiadanie legitymacji znacznej części środowiska sędziowskiego, mogącego w sposób obiektywny ocenić dotychczasową pracę i postawę kandydata na członka Rady. Rozsądek i doświadczenie życiowe podpowiadają zaś, że dla zachowania konstytucyjnej równowagi władz, udział i poparcie środowiska sędziowskiego w wyborze członków konstytucyjnego organu mającego strzec niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów nie powinien być mniejszy od udziału i poparcia innych władz – tych, przed którymi KRS ma zadanie strzec sądownictwo.” – napisał sędzia TK Piotr Pszczółkowski. 

Tym samym sędzia TK potwierdził nasze stanowisko w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez neosędziów którzy posługują się nominacją pochodzącą od nielegalnego organu.

Twierdzenie w zakresie braku uprawnienia do wydawania orzeczeń przez osoby posługujące się nominacjami wydanymi na podstawie nielegalnych konkursów organizowanych przez przestępczy organ podszywający się pod KRS znajduje również uzasadnienie w orzecznictwie: Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (wyroki w sprawach: Reczkowicz przeciwko Polsce z dnia 22 lipca 2021 r. – skarga nr 43447/19, Dolińska-Ficek i Ozimek przeciwko Polsce z dnia 8 listopada 2021 r. – skargi nr 49868/19 i 57511/19, Advance Pharma sp. z o.o. przeciwko Polsce z dnia 7 lutego 2022 r. — skarga nr 1469/20, Broda i Bojara przeciwko Polsce z dnia 29 czerwca 2021 r. — skargi nr 26691/18 i 27367/18, Grzęda przeciwko Polsce z dnia 15 marca 2022 r. – skarga nr 43572/18, Wałęsa przeciwko Polsce z dnia 23 listopada 2023 r. — skarga nr 50849/21), wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (z dnia 19 listopada 2019 r. – sprawa AK z połączonych skarg C 585/18, C 624/18, C 625/18, wyrok Wielkiej Izby Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 6 października 2021 r. w sprawie o sygn. C-487/19), orzeczenia polskiego Sądu Najwyższego (wyrok z dnia 5 grudnia 2019 r. III PO 7/18, OSNP 2020/4/38, postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 15 stycznia 2020 r. III PO 8/18, OSNP 2020/10/114, uchwałę połączonych Izb Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA 1-4110-1/20) oraz orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego (m.in. postanowienie z dnia 26 czerwca 2019 r. Il GOK 2/18, wyrok z dnia 11 października 2021 r., Il GOK 9/18, wyroki w sprawach Il GOK 10/18, Il GOK 11/18, Il GOK 12/18, Il GOK 13/18, Il GOK 14/18 z dnia 21 września 2021 r.).

Przypominamy, że wydawane orzecznictwa przez neo-sędziów podlegają uchyleniu z mocy prawa. W przypadku postępowań cywilnych na podstawie art. 379 pkt 4 in fine k.p.c., a karnych na podstawie art. 439 § 1 pkt 6 in fine k.p.k.


Czym jest neo-KRS i neo-sędzia

Krajową Radę Sądownictwa wyłoniono w sposób niezgodny z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej co powoduje, że w świetle przyjętej linii orzecznictwa SN, a także TSUE nie można tej instytucji uznać jako organ działający leganie i posiadający uprawnienia do mianowania sędziów. Każdy sędzia mianowany przez ten niekonstytucyjny organ i powołany przez prezydenta do pełnienia służy jest również noe-sędzią, który nie posiada zdolności prawnych do wydawania orzecznictwa,

W tym miejscu zasadnym stanie się podniesienie, że problem powołań „sędziów” po ukształtowaniu „Krajowej Rady Sądownictwa” w wyniku zmian w 2017 roku posiada kilka aspektów. Pierwszy związany jest z przepisami Konstytucji RP, które nakładają na organy władzy publicznej, w tym prawodawcę, obowiązek takiego powoływania sędziów do obowiązków orzeczniczych, który gwarantuje niezbędne minimum niezależności i niezawisłości organów biorących udział w procesie nominacyjnym. Takim organem jest Krajowa Rada Sądownictwa. Ingerencja w konstytucyjne standardy kształtowania sędziowskiego składu tego organu, stwarzająca możliwość ukształtowania Rady przez polityków, czyli wyboru członków sędziowskich Rady w całości przez parlament (z wyłączeniem I Prezesa SN i Prezesa NSA), spowodowała, że ten organ nie spełnia wymogów konstytucyjnych. To sprawia, że w każdym wypadku powołania sędziego pojawia się wątpliwość, która towarzyszy każdemu człowiekowi, który oddaje swoją sprawę pod osąd sądu, czy ten sąd jest sądem właściwym w rozumieniu konstytucyjnym.

Ponadto – to drugi aspekt – w doktrynie, do czego dołożyłem rękę, i w orzecznictwie pojawiła się metoda weryfikacji poprawności powołania sędziów w oparciu o narzędzia, które są w systemie od zawsze, ale zasadniczo nie służą do oceny spełnienia minimalnych przesłanek bezstronności i niezawisłości. Chodzi o instytucje (w przypadku kontroli prewencyjnej) – iudex suspectus i iudex inhabilis, a w przypadku kontroli następczej – bezwzględnej przesłanki odwoławczej, jaką jest nienależyta obsada sądu. Na tym pomyśle posadowione było stanowisko uchwały trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego ze stycznia 2020 roku. Uchwała ta zawierała nie do końca właściwe zróżnicowanie: wskazując, że w przypadku SN, ze względu na charakter tego organu, sędziowie powołani po rekomendacji KRS ukształtowanej po 2017 r. nie dają gwarancji niezawisłego i bezstronnego orzekania. I z tego powodu uznano, że wyłącznie ta wada instytucjonalna uzasadnia twierdzenie, że tacy sędziowie pozbawieni są materialnego votum. Uchwała nie zakwestionowała, że te osoby uzyskały status sędziów SN, ale stwierdzono, że nie mają uprawnień do wydawania orzeczeń.

Wydane do tej pory orzeczenia przez takich ‘sędziów’ są dotknięte wadą, z uwagi na nienależytą obsadę sądu, którą traktować należy jako niespełnienie konstytucyjnego wymogu sądu właściwego określonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Wadliwie powołani sędziowie nie powinni orzekać. Od dnia wydania uchwały sędziowie ci są pozbawieni zdolności do orzekania. Nie dysponują materialnym votum, choć mają status sędziów. W związku z powyższą sprawą uznać należy, że na podstawie art. 91 ust. 2 i 3 orzecznictwo wydane TSUE i ETPCz, zasadę pierwszeństwa stosowania prawa

Powyższe stanowisko znajduje uzasadnienie w treść wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 6 października 2021 r. w sprawie C-487 /19, jak też wcześniejszego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z dnia 7 maja 2021 r., skarga nr 4907 /18 Przypominam tym samym kapturowemu sądowi, że zgodnie z art. 9 Konstytucji Rzeczpospolita Polska zobowiązana jest przestrzegać wiążącego ją prawa międzynarodowego. Stosownie zaś do treści art. 91 ust. 2 Konstytucji umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową. Status sędziów oraz gwarancje niezależności sądów, stanowiące istotę prawa do rzetelnego procesu sądowego, znajdują umocowanie w zapisach Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i potwierdzone jest dodatkowo w art. 6 ust. 3 Traktatu o UE. W zakresie niniejszej sprawy nie ma zastosowania wyrok wydany w dniu 7 października 2021 r. przez Trybunał Konstytucyjny w obecnym – wadliwym – składzie w sprawie o sygn. K 13/21, który godzi w interesy obywateli.

Nasze stanowisko w zakresie neo-KRS i neo-sędziów mianowanych przez ten niekonstytucyjny organ potwierdza stanowisko Komisja Europejska, która w dniu 15 lutego 2023 roku podjęła decyzję o skierowaniu sprawy przeciwko Polsce do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w związku z kontrowersyjnym orzeczeniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Komisja wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego 22 grudnia 2021 r. – Powodem były wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 14 lipca 2021 r. i 7 października 2021 r., w których uznał on postanowienia traktatów UE za niezgodne z Konstytucją RP, wyraźnie kwestionując zasadę pierwszeństwa prawa UE. Bez wątpienia w świetle treści wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (Wielkiej Izby) z dnia 19 listopada 2019 roku (nr C 585/18, C – 624/18, C 625/18) oraz uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r. (BSA I-4110-1/20) zachodzi podstawa do stwierdzenia, że instytucja powołana do zapewnienia praworządności łamie prawo i popełnia przestępstwo.

Skutki podpisania Traktatu z Lizbony dla pozycji prawa unijnego i orzecznictwa międzynarodowego wobec prawa polskiego

Podpisanie przez Polskę Traktatu z Lizbony w 2007 r., który wszedł w życie 1 grudnia 2009 r., stanowiło punkt zwrotny w zakresie relacji pomiędzy prawem krajowym a prawem Unii Europejskiej. Traktat ten nadał Unii osobowość prawną, wzmocnił rolę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a także potwierdził zasadę pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym państw członkowskich.

Zgodnie z art. 9 Konstytucji RP, „Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”, co oznacza obowiązek respektowania także prawa unijnego, które ma charakter szczególny jako prawo ponadnarodowe. Natomiast art. 91 ust. 1–3 Konstytucji RP stanowi, że umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie (a taką był Traktat z Lizbony) staje się częścią krajowego porządku prawnego i jest stosowana bezpośrednio. Co więcej, ustęp 3 art. 91 Konstytucji przesądza, że „jeżeli wynika to z ratyfikowanej umowy, prawo stanowione przez organizację międzynarodową ma pierwszeństwo w razie kolizji z ustawami”.

Oznacza to, że po wejściu w życie Traktatu z Lizbony prawo Unii Europejskiej — w tym orzecznictwo TSUE — ma pierwszeństwo stosowania przed prawem krajowym, w tym również przed ustawami zwykłymi i ich interpretacjami przez krajowe organy, jeżeli prowadzą one do naruszenia prawa unijnego lub zasad państwa prawa.

Znaczenie orzecznictwa TSUE i ETPCz dla niezależności sądownictwa w Polsce

W orzecznictwie TSUE (m.in. wyrok z 19 listopada 2019 r. w sprawie C-585/18, C-624/18, C-625/18 – A.K. i in. oraz wyrok z 15 lipca 2021 r. w sprawie C-791/19 Komisja przeciwko Polsce) jednoznacznie stwierdzono, że sposób powoływania sędziów przez Krajową Radę Sądownictwa po 2018 r. narusza wymogi niezależności i bezstronności wynikające z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 47 Karty praw podstawowych UE.

Podobnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (m.in. wyrok w sprawie Reczkowicz przeciwko Polsce, skarga nr 43447/19, z 22 lipca 2021 r.) uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, utworzona z udziałem nowej KRS, nie jest „sądem ustanowionym ustawą” w rozumieniu art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W konsekwencji orzecznictwo obu trybunałów wskazuje, że osoby powołane na urząd sędziego w procedurze z udziałem tzw. neo-KRS nie spełniają standardów niezawisłości i bezstronności wynikających z prawa unijnego i konwencyjnego. Z tego względu w świetle prawa Unii Europejskiej i orzecznictwa ETPCz nie posiadają statusu „sędziów” w rozumieniu prawa międzynarodowego i unijnego, a sama KRS w obecnym składzie nie jest organem konstytucyjnym w rozumieniu prawa UE zdolnym do zapewnienia niezależności sądów.

Konkluzja

Podpisanie Traktatu z Lizbony oraz wynikające z niego zobowiązania Polski w zakresie przestrzegania prawa unijnego i orzecznictwa TSUE spowodowały, że prawo Unii Europejskiej oraz standardy konwencyjne mają pierwszeństwo przed prawem krajowym, również w dziedzinie organizacji wymiaru sprawiedliwości.
W efekcie, decyzje podejmowane przez organy naruszające te standardy – takie jak neo-KRS – nie mogą być uznane za zgodne z prawem unijnym ani konwencyjnym, a osoby powołane w wadliwych procedurach nie posiadają statusu legalnych sędziów.

W związku z powyższym warto, jest zawsze zasięgnąć rady specjalisty z zakresu prawa, który jest w stanie sprawdzić, czy sędzia orzekający w sprawie posiada zdolność do wydawania orzecznictwa, aby wydany przez niego wyrok nie posiadał wady prawnej. Taką poradę wraz możliwościami, jakie daje Państwu prawo w zakresie zapewnienia sobie sprawiedliwego procesu, można uzyskać w naszej kancelarii, pisząc na adres: [email protected]


Potrzebujesz pomocy prawnej, napisz do nas lub zadzwoń już teraz.

 579-636-527

 [email protected]

To Top